Świąteczne zdzierstwo: Tak nas nabierają sprzedawcy!

Grzaniec i słodycze uchodzą za nieodłączny element świąt. Sprzedawcy wiedzą o tym aż za dobrze, dlatego starają się zrobić wszystko, by zarobić jak najwięcej. 

Program dokumentalny stacji Kabel 1 „Achtung Abzocke – das Weihnachtsspezial“ zdemaskował we wtorkowy wieczór wiele mechanizmów oszukiwania konsumentów w czasie przedświątecznym. Słowo „zdzierstwo” samo ciśnie się na usta.

Zacznijmy od obowiązkowego grzańca, którego cena na jarmarkach świątecznych wynosi średnio trzy euro. Aby udobruchać nieco kupujących, sprzedawcy wymyślili sprytny sposób na usprawiedliwienie tak niebotycznej ceny za niewielką ilość trunku. „Produkt naturalny” – głoszą dumnie nierzadko nabazgrane odręcznie napisy. Czy sprzedawane wino jest rzeczywiście tak bardzo naturalne? Ekipa Kabel 1 postanowiła gruntownie zbadać sprawę i znalazła na tylnym podwórku monachijskiego jarmarku ciężarówkę z 50-litrowymi kanistrami grzańca gotowego do rozlania. O świeżości nie ma zatem mowy. Żeby tego było mało, tuż obok znajdowały się spore ilości opakowań z cukrem i dwulitrowe butelki włoskiego wina niewiadomego pochodzenia.

Teraz trochę matematyki. Butelka podobnego wina o tej samej pojemności kosztuje 2,99 euro – czyli bardzo mało. Normalnie za trzy euro możemy otrzymać litr wina średniej klasy, skąd wniosek, że oferowany na straganie trunek jest gorszej jakości. Klient za kubek takiego grzańca musi zapłacić 3,50 euro. Z dwóch litrów otrzymujemy dziesięć porcji, co daje 35 euro za butelkę, która w rzeczywistości nie kosztuje nawet trzech euro!

Kolejnym świątecznym zdzierstwem – tym razem zapakowanym w naprawdę ładne opakowanie – są słodycze, a konkretnie ich edycje świąteczne. Miło jest kupić ulubione pralinki w ekskluzywnym pudełku, które cieszy oko i z pewnością będzie prezentowało się świetnie pod choinką. Przed świętami trudno ominąć takie produkty udając się do kasy. Trudno też uwierzyć oczom po obliczeniu, ile przepłaciliśmy… Dla przykładu czekoladowe kulki Lindor w świątecznym opakowaniu kosztują 172 procent więcej – i w takiej wersji klient znajdzie je na poziomie oczu. Po wersję tańszą trzeba się schylić. Wydawałoby się, że jest to patent stary jak świat, na którego nikt się już nie nabierze, ale jednak! – do tego kilka świątecznych gwiazdek i odrobina brokatu przesądzają sprawę i sprawiają, że produkty z półki niżej stają się praktycznie niewidoczne dla oczu kupujących. Producenci mają na swoją obronę argument, że oferują produkt gotowy do sprezentowania. A może warto by było przypomnieć sobie, jaką frajdą jest własnoręczne pakowanie prezentów?

Źródło: Focus