E-Card okazała się kompletną porażką

11 lat po rozpoczęciu projektu, którego koszt wyniósł 1,7 miliarda euro, lekarze i kasy chorych oceniają go jako kompletną klapę. Karta, która miała spełniać tak wiele funkcji, służy jedynie do identyfikacji pacjenta.

Zapisy recept, zdjęć rentgenowskich, diagnozy, a nawet całkowita dokumentacja medyczna, wszystkie te informacje miały się znaleźć na elektronicznej karcie, którą otrzymał każdy ubezpieczony w kasie chorych. Lecz takie opcje nie są póki co możliwe, a zmiana na lepsze może nie nadejść. Także technologia, za pomocą której została ona stworzona, jest już przestarzała.

„Nie jest pewne, kiedy elektroniczna karta ubezpieczenia zdrowotnego sprosta stawianym jej oczekiwaniom” informuje Helmut Platzer, przewodniczący zarządu AOK Bayern. Jego zdanie podziela także wielu lekarzy i kasy chorych. Karty, które miały więc spełniać tyle potrzebnych funkcji, zawierają tylko podstawowe informacje o pacjencie wraz ze zdjęciem. Mimo wszystko lekarze, apteki, kliniki i kasy chorych zmuszeni są do jej rozprzestrzeniania, ponieważ zobowiązuje ich do tego umowa prawna zawarta ze spółką Gematik.

Projekt ogłoszono jesienią 2004, miał w ciągu dwóch lat ułatwić gromadzenie i wymianę dokumentacji medycznej każdego pacjenta. Z początkiem czerwca bieżącego roku Gematik poinformował, że rozpoczął ostatnią fazę projektu. Jednak karta nie zawiera jak na razie ani cyfrowej listy lekarstw, ani rejestru danych pacjenta. Nawet jeśli udałoby się je jednak zapisać, to wiele gabinetów lekarskich nie ma nawet odpowiedniego sprzętu, który umożliwiłby ich odczytanie. By przyspieszyć proces, rząd ustalił odgórny termin jego ukończenia i groził nałożeniem kar na spółkę. Z grzywnami muszą się liczyć także lekarze, którzy mimo odpowiedniego wyposażenia nie przystąpią do projektu do końca bieżącego roku.

Winne opóźnieniom mają być firmy przemysłowe, które nie przyznają się jednak do stawianych im zarzutów. Rzecznik T – Systems poinformował, że wymagania spółki zmieniane były ponad 150 razy, lecz teraz mają oni znajdować się na ostatniej prostej do stworzenia najlepiej chronionej publicznej infrastruktury opieki zdrowotnej. Jednak wiele urzędników ds. ochrony danych, jak i mieszkańców Niemiec jest przeciwna takiej formie kartotek. Badanie przeprowadzone przez Gesundheitsmonitor wykazało, że ponad połowa ankietowanych chce, by diagnozy i zalecenia terapeutyczne zapisywane były na elektronicznej karcie tylko na życzenie pacjenta. Co drugi uważa, że jest ona niebezpieczna.

Źródło: sueddeutsche.de