Zapytajcie Niemców!

Zapytajcie Niemców!
Ze Stanisławem Jałowieckim, byłym marszałkiem województwa opolskiego i byłym posłem do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Krzysztof Świerc

 


- Pana zdaniem region opolski powinien zostać odrębną częścią Śląska, niezależną od województwa dolnośląskiego i śląskiego, czy jest to zły pomysł?
- Dla mnie jest oczywiste, że Opolszczyzna powinna zostać odrębna, choć w moim przekonaniu podziały administracyjne nie mają większego znaczenia, ale... różne są sposoby wytyczania ścieżek i rozwoju poszczególnych regionów. Należy jednak pamiętać, że mieszkańcy województwa opolskiego pragnęli tego województwa, walczyli o nie i cel osiągnęli, czym zbudowali własną ścieżkę rozwoju. Trzeba to uszanować i pielęgnować, bo jest to olbrzymia wartość, dzięki której tutejsze społeczeństwo wytworzyło w sobie poczucie silnej tożsamości regionalnej, w tym mieszkający tu od pokoleń autochtoni! A przecież przyczyną wielu reform, nierzadko wojen w różnych częściach świata była chęć wykucia sobie takiej właśnie tożsamości, jaką obserwujemy w regionie opolskim, która tutaj akurat powstała jako przyczyna, a nie skutek, to ważne. Jestem nawet w stanie pokusić się o stwierdzenie, że nie ma drugiego takiego miejsca w Polsce – z takim poczuciem tożsamości jak województwo opolskie. Warto się tym chwalić i hołubić, bo to absolutny klucz do tego, by w tym naszym Heimacie, jak mówi arcybiskup Alfons Nossol, było dobrze.

 


- Jakie poważniejsze inwestycje niemieckie powstały na Opolszczyźnie w latach 1992–2002, kiedy był Pan marszałkiem województwa? Jak ówczesne władze regionu starały się o ich pozyskanie?

Stanisław Jałowiecki urodził się 26 grudnia 1946 roku w czeskim Tanvaldzie. Jest polskim politykiem, byłym posłem do Parlamentu Europejskiego (2004–2009), wybranym z listy Platformy Obywatelskiej. Ukończył studia socjologiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, uzyskując w 1975 roku stopień doktora nauk humanistycznych. W latach 1981–1983 pełnił funkcję przewodniczącego zarządu regionu NSZZ „Solidarność” Śląska Opolskiego, a od 1998 do 2002 z ramienia Akcji Wyborczej Solidarność – marszałka województwa opolskiego oraz radnego sejmiku. W 2004 został jedynym eurodeputowanym z województwa opolskiego i zasiadał w Komisji Transportu i Turystyki. Był również członkiem delegacji Wspólnej Komisji Parlamentarnej Unia Europejska – Turcja, a w latach 1985–1994 dziennikarzem Radia Wolna Europa w Monachium i jego wicedyrektorem w okresie 1986–1988.

- Ilość przedsiębiorstw niemieckich, jakie zawitały do nas w tamtym okresie, była śladowa. Co prawda pewne starania czyniliśmy, ale należy pamiętać, że był to okres absolutnie pionierski pod tym względem. Z kolei naszym najważniejszym zadaniem i celem było wtedy utrzymanie województwa na mapie Polski. Nie było to łatwe, bo zakusy wchłonięcia go przez ościenne regiony były olbrzymie! Powiem więcej – tylko czekano na to, żeby nam się na czymkolwiek potknęła noga, aby znaleźć pretekst do tego, by Opolszczyznę „połknąć”. Dlatego w głównej mierze koncentrowaliśmy się w tamtym czasie na organizowaniu i tworzeniu struktur tego regionu, by mógł się on skutecznie bronić i oczywiście zdrowo funkcjonować.

 

 

W sprowadzaniu niemieckich inwestorów do regionu ówczesne władze województwa opolskiego liczyły zapewne na mniejszość niemiecką, która miała być w tamtym okresie wabikiem dla firm zza naszej zachodniej granicy.
- Oczywiście, że liczyliśmy na mniejszość niemiecką i wiązaliśmy z nią duże nadzieje, ale tak się nie stało. Poza tym dostrzegłem wtedy obawy ze strony rządu niemieckiego co do odważniejszego wejścia z pieniędzmi do regionu opolskiego, co zresztą i dzisiaj da się zauważyć nieuzbrojonym okiem. Niemcy ze względów politycznych podchodzili do województwa opolskiego z dużą rezerwą, bo zdawali sobie sprawę z tego, że są to dawne tereny niemieckie i mocniejsze wspieranie tej części Polski będzie odbierane negatywnie przez polską opinię publiczną. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że strona niemiecka do dzisiaj obawia się tego, że jeśli poważniej zainteresuje się Opolszczyzną, to natychmiast pojawią się głosy typu „chcą nas zagarnąć!”. A wiem, że Niemcy nie chcą tego rodzaju zamieszania wokół siebie. Tak jednak może być, wystarczy spojrzeć i posłuchać tego, co mówi i czyni PiS, gdy tylko słyszy „Niemcy”.

 


- Ale w okresie, kiedy Pan był marszałkiem regionu, mimo wszystko było chyba trochę łatwiej o pozyskanie środków finansowych od rządu federalnego niż obecnie.
- A ja uważam, że jest wręcz przeciwnie i dotyczy to również ściągania do regionu opolskiego niemieckich inwestycji. Władzom RFN łatwiej było w tamtym czasie dać Niemcom w Polsce obywatelstwo, paszporty, by sobie indywidualnie radzili i szukali pracy nad Renem, ale w sensie zadań zbiorowych byli wstrzemięźliwi, bo było po prostu dużo trudniej.


- A może opieszałość władz regionalnych, i to na przestrzeni lat, spowodowała, że nie tylko rząd federalny podchodził do województwa opolskiego zbyt ostrożnie, ale i przedsiębiorcy z Niemiec?
- Absolutnie nie winiłbym władz lokalnych, a poza tym sądzę, że w wypadku niemieckich inwestycji w rachubę wchodziła przede wszystkim czysta kalkulacja biznesowa. Jestem wręcz przekonany, że gdyby niemieckim przedsiębiorstwom opłacało się tutaj zainwestować, toby tak uczynili i wtedy twierdzono by, że jest tu dla nich sprzyjający klimat. Szczegółów jednak nie znam i nie chcę przez to wygłaszać jednoznacznych twierdzeń.


- Klimat na Opolszczyźnie najwyraźniej nie sprzyja niemieckiemu biznesowi, stąd region przegrał wyścig o Mercedesa, Volkswagena czy Opla. Prawdopodobnie po analizie ekonomicznej koncerny te doszły do wniosku, że tutaj im się nie opłaca inwestować!
- Być może faktycznie finalnie okazało się, że przedsiębiorcy niemieccy dostrzegli szereg błędów w przepisach i ich nieprzychylność dla biznesu, stąd podjęli decyzję o wycofaniu się. Być może też inne kraje – Czechy, Węgry – proponowały lepsze warunki, jak uzbrojenie terenu, korzystniejsze ulgi podatkowe itd. Tego nie wiem, ale taki scenariusz należy brać pod uwagę.


- Rezygnacja Mercedesa z inwestycji na Opolszczyźnie kosztowała region co najmniej 3000 miejsc pracy, i to na samym początku otwarcia zakładu! To dla regionu borykającego się z wysokim bezrobociem należy uznać za poważną stratę
- A moim zdaniem dobrze się stało! Uważam tak dlatego, że akurat województwo opolskie jest małe i potrzebuje dużej sieci małych inwestycji, by nie zaburzyć funkcjonującej tutaj harmonii. A owa harmonia polega na tym, że w przypadku jakichkolwiek zaburzeń gospodarczych na tym bardzo zrównoważonym rynku pracy, na którym się znajdujemy, każde, nawet minimalne drgnięcie powoduje kolosalne skutki. Wystarczy, by dał o sobie znać kryzys w branży samochodowej, a przecież z takowym mieliśmy niedawno do czynienia. Nie sądzę, by rząd Polski wspomógł województwo opolskie tak mocno, jak uczyniły to władze RFN, wspierając swój przemysł motoryzacyjny. W takim wypadku co by się wtedy stało z tymi 3000 ludzi? Dlatego jestem zwolennikiem, aby na Opolszczyźnie dominowały małe i średnie przedsiębiorstwa „wmontowane” w pejzaż regionu. A zatem jeszcze raz powtarzam – wielkiego przemysłu nie potrzebujemy, jak choćby wielkich cementowni.


- I Elektrowni Opole również?
- Jak na opolskie warunki jest to w moim przekonaniu przedsiębiorstwo za duże, musimy myśleć o zupełnie innej koncepcji rozwoju. Zresztą zawsze buntowałem się przeciwko idei szukania potężnego, wielkiego inwestora, by wyjść na swoje, bo to błąd. Należy szukać małych firm, które o wiele łatwiej znaleźć, a które są o wiele bezpieczniejsze, stabilniejsze dla rynku, lepiej i szybciej się do niego dostosowują. Tak powinien wyglądać pomysł na Opolszczyznę. Pamiętajmy – małe jest piękne, dlatego powinniśmy te małe rzeczy wypieszczać, by uczynić z naszego Heimatu taką Holandię, małą, a zarazem silną i zamożną gospodarczo krainę.


- Wrócę jeszcze raz do kwestii małej ilości inwestycji niemieckich w województwie opolskim. Nie przekonuje mnie usprawiedliwianie się różnymi trudnościami na przestrzeni minionych prawie 25 lat, mimo wszystko jest ich zbyt mało. To boli tym bardziej, że wiele poważnych przedsiębiorstw z Niemiec zamiast Opolszczyzny wybiera województwo śląskie, dolnośląskie, Pomorze, poznańskie, łódzkie bądź Warszawę. Jak to wytłumaczyć?
- Należałoby o to zapytać przede wszystkim Niemców i tamtejszych przedsiębiorców, podkreślając, że mamy tutaj kadry, ludzi z dobrą znajomością języka niemieckiego, i jednocześnie dowiedzieć się od nich, czego jeszcze potrzebują. Należy jednak zdać sobie sprawę z faktu, że w dzisiejszym świecie nie ma sentymentów, a rzeczywistość jest brutalna – liczy się ekonomia. Zgadzam się natomiast z twierdzeniem, że z perspektywy czasu w kwestii sprowadzania na Opolszczyznę niemieckich inwestycji rządzący województwem opolskim mogli zrobić znacznie więcej.


- Co zatem powinniśmy dzisiaj uczynić, by było lepiej?
- Konieczne jest zrozumienie, że poszczególni przedsiębiorcy nie zastanawiają się nad granicą administracyjną, to nie jest dla nich ważne. Istotny jest dobry klimat dla biznesu, mądre i przyjazne władze, sprzyjające podatki, odpowiedni ludzie do pracy oraz właściwie wykwalifikowane kadry – i o to trzeba zadbać. A pod tym względem Opolszczyzna już dzisiaj ma wiele zalet, a reszta...? Mój Boże, co to ma za znaczenie.


- W moim odczuciu dynamiczniejszy rozwój gospodarczy Starego Kontynentu jest hamowany przez potężny balast socjalny, od którego wolne są kraje Azji i USA. Mowa o ubezpieczeniach zdrowotnych, rentowych itd. Efekt? Państwa, które mniej angażują się w zagadnienia socjalne dla swojego społeczeństwa, wydają na nie mniej środków, szybciej się rozwijają gospodarczo. Czy Pana zdaniem dla dobra Europy powinna ona dzisiaj pójść w tym kierunku?
- Niestety, w sytuacji, w jakiej znalazła się Europa, nie ma odwrotu. Przepraszam za porównanie, ale nie można postąpić w ten sposób, że skoro urodziło nam się dziecko niepełnosprawne, to pozbawiamy je opieki. Mówię tak dlatego, że moim zdaniem społeczeństwa zachodniej Europy w pewnym stopniu stały się niepełnosprawne! Zostały bowiem przyzwyczajone do panującego bardzo wygodnego systemu i odwrócenie tego jest teraz niemożliwe. Trzeba też podkreślić, że wyposażenie socjalne jest elementem praw człowieka i składnikiem tego, jak wyobrażamy sobie dobrobyt człowieka we współczesnym świecie. Stąd twierdzę, że tego nie da się cofnąć, no, chyba że zrobimy totalną rewolucję, co też nie jest proste. Należy raczej myśleć o innych możliwościach i drogach rozwoju.


- Ale w Niemczech bez rewolucji ten proces już trwa – socjal spada, a społeczeństwo nie jest już tak równo zamożne, pojawiają się warstwy potężnych milionerów i obywateli, którzy żyją poniżej niemieckiego minimum socjalnego. Ja wiem, że minimalny socjal w RFN to nie to samo co w Polsce, ale jednak.
- Jeśli dzieje się to w taki sposób, że zmiany, czyli ograniczanie tak zwanego socjalu, zahaczają o kolejne pokolenia, czyli każde następne startuje z ciut niższego progu socjalnego, co akurat obserwujemy w RFN, to wierzę, że wówczas ten mechanizm może funkcjonować. Jednak niemożliwe jest, by jakaś nowa władza przyszła i w sposób drastyczny przeprowadziła reformę, czyli cięcia w sferze socjalnej. To jest niewykonalne.


- Gdyby dzisiaj był Pan marszałkiem województwa opolskiego, jakie decyzje gospodarcze zostałyby podjęte w pierwszej kolejności, by zachęcić niemiecki biznes, aby koncentrował się w tym regionie?
- Dzięki doświadczeniu, jakiego nabyłem, pracując w Parlamencie Europejskim, będąc dzisiaj marszałkiem województwa opolskiego, skupiałbym się przede wszystkim na tym, by myśleć szerzej. Czyli załatwiając coś dla Opolszczyzny, nie koncentrować się tylko na tym regionie, lecz wchodzić w projekty ogólniejsze, obejmujące swoim zakresem inne województwa, a które także dotyczą regionu opolskiego. Osobiście zorganizowałem kiedyś kilka spotkań, które dotyczyły połączenia Odry ze Skandynawią, i w ramach tego pomysłu i pieniędzy przeznaczonych na ten projekt można było myśleć też o jakichś inwestycjach w regionie opolskim dotyczących rzeki Odry. I tak powinny być załatwiane też inne zadania.


- Na przykład?
- Warto też wiedzieć, że są pewne ulgi w fazach projektowych dotyczących budowy dróg. Mnie osobiście swego czasu, jako sprawozdawcy, udało się wprowadzić pewną dodatkową ulgę na etapie projektowania, żeby część projektu była objęta rabatem. To znaczy, żeby podmioty projektujące odcinki drogowe nie płaciły tak dużo za sam projekt. Dzisiaj jednak przy pewnym stopniu skomplikowania, ale i dużej szansie, bo jesteśmy w UE, warto się starać o realizacje takich projektów, ale... Jeszcze raz powtarzam: żeby mieć większą siłę przebicia, trzeba szukać pomysłów i rozwiązań, które dotyczą kilku województw, np. nadodrzańskich albo transgranicznych, gdzie są jeszcze dodatkowe pieniądze, i w ten sposób starać się zdobywać środki. Obecnie bowiem szukanie konkretnych pieniędzy, koncentrując się tylko na pomysłach dotyczących województwa opolskiego, jest bardzo trudne.