Wsiąść do pociągu

W jednym z felietonów sprzed czterech lat opisałem moją przygodę z pociągiem kursującym na trasie Opole Główne - Zawadzkie. Podróżując samochodem osobowym, musiałem go najpierw przepuścić na przejeździe kolejowym w Krasiejowie, aby po kilkuminutowej podróży polną drogą zatrzymać się na przejeździe w sąsiednich Staniszczach Małych i kolejną minutę zaczekać na rozpędzonego krążownika szyn.

W ubiegłym roku dokończono modernizację wspomnianej linii kolejowej, a maszyniści kursujących tędy pociągów pośpiesznych nie przyjmują do wiadomości byłych ograniczeń prędkości do 40 kilometrów na godzinę. Składy pendolino stanowią symbol nowoczesności na polskiej kolei, ale dojeżdżający do Opola z takich gmin jak Chrząstowice, Ozimek, Kolonowskie czy Zawadzkie często muszą uznawać na jednotorowej linii wyższość priorytetu pociągów dalekobieżnych nad tymi, które ich powinny punktualnie dowieźć do szkoły i pracy. Ich problemy dostrzegła opolska prasa, a zarząd województwa doprowadził do kilku spotkań, których efektem jest ograniczenie liczby opóźnień o ponad połowę. To jednak za mało. Jedynym rozwiązaniem, które może zapewnić wszystkim komfort podróży, jest budowa na trasie do Lublińca drugiego toru.

Józef Kotyś