Schengen

  • Stanisław Jałowiecki
Jak wynika ze stosunkowo niedawno przeprowadzonych badań, Polacy uważają otwarcie granic, swobodę poruszania się za wartości, które ceny nie mają. Zwłaszcza ci, którzy doskonale pamiętają  zamknięcie w klatce PRL-u. 
Czytaj więcej...

Co robią Niemcy?

  • Stanisław Jałowiecki
Taki był tytuł rubryki w jednym z tygodników tzw. kulturalno-społecznych, rzecz jasna w czasach PRL-u. Tytuł niby neutralny, ale przecież chodziło o to, by śledzić, czy aby w tym kraju nie odżywa na nowo duch „Deutschland über alles.”
Czytaj więcej...

Emerytura i co dalej…

  • Stanisław Jałowiecki
Kiedy zapytano mojego siostrzeńca, wówczas 6-7 latka kim chce zostać, jak dorośnie, ten bez chwili zastanowienia wystrzelił, jak z  karabinu: emerytem!
Czytaj więcej...

Imigracja nielegalna

  • Stanisław Jałowiecki
Kolejny szczyt Unii Europejskiej w sprawie imigracji za nami i jak zwykle bez znaczących rezultatów. Trudno ich się spodziewać, bo – jak powiedział unijny prezydent Donald Tusk – nic nowego w tej sprawie nie wymyślono, bo przecież gdyby wymyślono to by wprowadzono. To po co te szczyty i spotkania? Nie po to żeby myśleć?
Czytaj więcej...

Imigrant, czyli obcy?

  • Stanisław Jałowiecki
„Cała ogromna część Europy, leżąca między  morzem Bałtyckim, morzem Czarnym i Adriatykiem, była jedną wielką szachownicą ludów, pełną wysp, enklaw i najdziwniejszych kombinacji ludności mieszanej…”  Pisze w swoich wspomnieniach wybitny eseista Jerzy Stempowski. I dodaje, że w okolicach Berdyczowa mówiono 7- mioma językami, nie licząc swoistości języków poszczególnych zawodów. Nie aż tak bogaty, ale przecież  nie ubogi był krajobraz językowy i narodowy na zachodnich rubieżach. Dziś jeszcze brzmią mi w uszach słowa piosenek, melanżu  języka polskiego i niemieckiego ( treść była zazwyczaj bardzo dowcipna).
Czytaj więcej...

Owoce z zatrutego drzewa

  • Stanisław Jałowiecki
Co znaczą linie w  sporcie? Wiadomo – wyznaczają pole gry. Piłka spadnie poza linię - jest aut. Punkty dostaje druga strona. Oczywiście, że mogą być i są kontrowersje, czy rzeczywiście był aut. Jedni go widzą albo chcą widzieć, inni wręcz przeciwnie, ale zasada jest poza dyskusją – linia rozstrzyga o wszystkim. W życiu pozasportowym niestety jest inaczej – często kwestionuje się samą zasadę. Szczególnie  drastycznie widać to w obszarze przestrzegania prawa. Podsłuchy są generalnie (poza wyjątkami ustalonymi ściśle przez inne reguły prawa) nielegalne. Skoro nielegalne, to powinny być ścigane i karane także z mocy prawa, tak, jak każe inne przestępstwo. Kiedy zapytano ambasadora USA w Polsce, co sądzi o prywatnej opinii ówczesnego  ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego o Stanach Zjednoczonych, ten stwierdził jednoznacznie: nie będę komentować opinii, której nagranie zostało uzyskane w sposób nielegalny. Polska jest jakaś inna. Nieważne, czy coś zostało zdobyte legalnie, czy nielegalnie, ważne, co zostało zdobyte – treść. Czy ma ona znaczenie polityczne? Obyczajowe? Czy można komuś w ten sposób dokopać? Ośmieszyć? Albo przedstawić skąd inąd  neutralną treść w kontekście, który ma „nam dać do zastanowienia”? I rzecz dotyczy nie tylko środków masowego przekazu, ale znacznie gorzej, bo sądów, dla których coraz częściej nie mają znaczenia uchybienia na etapie zbierania dowodów, ale i uzyskiwanie tych „dowodów” w sposób absolutnie nielegalny. Amerykańskie sądownictwo używa pojęcia „owoców z zatrutego drzewa”. Jeśli drzewo, czyli dowody są zbierane w sposób niezgodny z prawem, to i owoce, czyli wynik tej zbieraniny jest a priori nielegalny, zatem do kosza z nim. Polski kosz, gdyby taki stworzono, musiałby być niezwykle pojemny. Stanisław Jałowiecki

Pacta sunt servanda

  • Stanisław Jałowiecki
„Polska ziemia idzie w obce ręce”- grzmi  kandydat PSL-u na prezydenta  naszego kraju. I dodaje, że dzieje się to głównie poprzez tzw. słupy, a będzie jeszcze gorzej, gdy nie  zablokujemy ustawy, na mocy której obcy będą mogli wykupywać  całe hektary bez chowania się po kątach.
Czytaj więcej...

Z kulturą w plecaku

  • Stanisław Jałowiecki
Na promocję naszego kraju wydajemy miliony, tak centralnie, jak i na każdym szczeblu samorządu, a odnosi się wrażenie, że efekty są mizerne. Pewnie jedna z przyczyn tkwi w tym, że ta reklama jest w ogromnej części nietrafiona, że skierowana jest raczej do polskiego, niż zagranicznego odbiorcy. Przykład? Slogan, który ma promować nasze województwo: Opolskie kwitnące. Kto znaszych zagranicznych gości jest w stanie w ogóle to odczytać, nie mówiąc już o zrozumieniu? Obraz Polski kształtują przede wszystkich fakty: od tych, z których jesteśmy dumni, jak koncerty wirtuozów Zimmermana, Blechacza, do takich, prze którymi wstydliwie chowamy głowy, jak wyczyny polskich kibiców. O nich piszą i mówią światowe media. Anglik, Francuz, Holender, Norweg ma jednak do czynienia z polską kulturą na co dzień, wcale nie musi opuszczać swojego kraju. Otacza ich ponad dwumilionowa rzesza polskich emigrantów zarobkowych.  To oni poprzez swoje zachowania przekazują obraz naszego kraju. Zwalczają stereotypy o Polakach albo je utrwalają.  Nawet jeśli Polacy zupełnie izolują się od innych, co wcale nie jest taką rzadkością, to przecież i to coś mówi innym o nas, choćby to właśnie, że słabo się adaptujemy, nie włączamy się w krwioobieg kultury gospodarzy. Obecni emigranci zarobkowi są zupełnie inni niż emigracja Niemców i tych podających się za Niemców jeszcze dwie dekady temu. Oni starali się być bardziej papiescy niż sam papież i zdarzało się, że już pod dwóch latach  od przyjazdu do Niemiec „zapomnieli” języka polskiego. Ale też było to o tyle uzasadnione, że ci – głównie Ślązacy mało uczestniczyli wcześniej w polskiej kulturze, w dodatku mieli powody, aby o niej mówić źle. Teraz Polacy wyjeżdżają nie tylko do Niemiec, ale praktycznie do całej zachodniej Europy.  Często bardziej niż poprzednicy wykształceni, bardziej świadomi polskiej kultury, ale też włączeni w nurt kultury uniwersalnej.  I to sprawa najzupełniej kluczowa. Mniejsze znaczenia mają takie kwestia , jak adaptacja, asymilacja ( oczywiście w przypadku Polaków, a nie np. Turków, czy Syryjczyków), a zasadnicze uczestnictwo w kulturze światowej. Co nie znaczy, że trzeba deprecjonować takie elementy polskiej kultury na zachodzie, jak fachowość, rzetelność w pracy,  a nawet polska kuchnia. Jeśli nasi potrafią to przekazać innym, jako polskie cechy , to czego  sobie więcej życzyć?   Stanisław Jałowiecki

O Rosji raz jeszcze

  • Stanisław Jałowiecki
Kilka dni temu po raz kolejny spotkali się ministrowie spraw zagranicznych Unii Europejskiej. Na wyniki tego spotkania czekałem z niecierpliwością. Z jego agendy wynikało bowiem, że ministrowie zajmą się putinowską propagandą w krajach zachodnich i spróbują na nią odpowiedzieć w postaci np. nowego kanału telewizyjnego skierowanego do obywateli Rosji, po to, by informować ich obiektywnie. „Wiadomości dobre lub złe, ale zawsze prawdziwe” –przypomniał mi się slogan  amerykańskiego Radia Wolna Europa, które przez dziesiątki lat nadawało z Monachium, także do Polski. Czy ten przekaz był skuteczny?  Wielu z nas ( w tym i ja, dziennikarz tego radia przez 10 lat) uważa, że tak. Podkreślam UWAŻA, bo zmierzyć tego nie sposób. Wymienia się RWE obok takich ważnych ojców sukcesu roku 198O, jak papież Jan Paweł II, polityka prezydenta Reagana, czy kryzys gospodarczy. Czy jednak dzisiaj rosyjscy obywatele będą się wpatrywać w antyputinowski ekran telewizyjny z takimi samymi wypiekami na twarzy, jak Polacy z uszami przy radioodbiornikach wsłuchiwali się w zagłuszane „Fakty, Wydarzenia, Opinie” z RWE? Już samo postawienie tego pytania zdaje się wskazywać na odpowiedź- chyba raczej nie. Bo inna jest sytuacja, bo Rosjanie to nie Polacy, bo, bo, bo… Chyba najważniejszy różnica polega na tym, że Polacy w tamtych czasach szukali zakazanych fal radiowych, bo chcieli wiedzieć jak jest, chcieli potwierdzenia, że to my mamy rację, a nie komunistyczne władze. Rosjanie w zdecydowanej większości nie chcą wiedzieć, oni już wiedzą. A takich bardzo trudno do czegoś przekonać. Stanisław Jałowiecki

I co z sankcjami?

  • Stanisław Jałowiecki
Czy pamiętają Państwo spekulacje na temat tego, kto bardziej straci na wprowadzeniu przez Unię Europejską sankcji    gospodarczych wobec Rosji? Ja pamiętam. Wygrana Unii miała być miażdżąca, jak 1: 10, a nawet 1: 15-tu.  Dzisiaj natomiast nie tylko mnie, ale i ekonomicznym ekspertom wydaje się, że te kalkulacje były grubo przesadzone. I to mimo kilku wcześniej nie branych pod uwagę czynników, a mianowicie kosztów utrzymania Krymu i Donbasu oraz, co najważniejsze światowego spadku cen ropy. Czy nie należy zatem uderzyć mocniej? Czy sankcje nie powinny iść dalej? Tego nie wiem, wiem natomiast, że w praktyce jest to nierealne. Ta jedna stracona bramka w meczu Unia -Rosja już i tak wywołuje społeczne reakcje, nawet w Polsce protestują sadownicy i domagają się od rządu wyrównania strat.  W Rosji jest inaczej – Putin tak bardzo naciągnął struny dumy narodowej, że sankcje to furda, ważne, że  zagraliśmy na nosie Zachodowi. Obserwatorzy sceny politycznej twierdzą nawet, że sankcje są dla Putina korzystnie, bo w ten sposób zmusi rosyjskich producentów do uruchomienia produkcji, uprawy, czy hodowli w tych dziedzinach, w których trzeba było sięgać do importu. A to po to, by Rosja mogła być samowystarczalna, by – jak twierdza niektórzy – być przygotowanym do otwartej wojny. Nie trzeba jednak iść tak daleko, żeby zauważyć, że sankcje są  mało skuteczne;  wystarczy rzut oka na tłok na stacjach benzynowych Lukoil. Tłoczą się, bo jest o trzy groszy mniej na litrze. A wśród nich na pewno sporo jest takich, którzy gromkim głosem domagają się zaostrzenia sankcji…   Stanisław Jałowiecki 

Co z tym kłopotem?

  • Stanisław Jałowiecki
Ciągle mi brzmią w uszach słowa Arcybiskupa Nossola o negatywnych skutkach migracji zarobkowych do Niemiec, zwłaszcza tych, które bezpośrednio dotykają śląskie rodziny. Nie ma potrzeby, aby je tu wszystkie wymieniać; powstała na ten temat zresztą całkiem spora literatura. Komu nie chce się do niej sięgać, niech się przejedzie po opolskich pustych wioskach. Zobaczy świat bez mężczyzn –same amazonki w średnim i starszym wieku, bo młodsze też wyjeżdżają. A jednak dzisiaj słowa Arcybiskupa zdają się nie mieć takiej wagi, jak kiedyś. Dlaczego? Chyba przede wszystkim dlatego, że zjawisko przestało mieć regionalny charakter, stało się  nie tylko opolskie, ale polskie. Młodzi i starsi wjeżdżają do pracy do Wielkiej Brytanii, Holandii, Włoch, Skandynawii, a nawet na Maltę i Cypr. Przez to, że zjawisko spowszechniało to i relatywnie osłabło. Także z innego powodu. Jeszcze bardziej uniwersalnego, bo składającego się na jeden z ważnych segmentów przemian cywilizacyjnych, a mającego destrukcyjny wpływ na rodzinę.  Weszło już w nawyk pytanie znajomych, którzy witają się po latach: „a Ty ciągle z ta samą żoną?” Twierdzę nawet pół żartem pół serio, że pamiątkowe medale za długoletnie pożycie małżeńskie powinny być wręczane już po dziesięciu latach… Te przemiany cywilizacyjne mają przecież także wiele dobrych stron, np. w komunikacji: tanie rozmowy telefoniczne, cudowny wynalazek, jakim stał się skype, tanie bilety lotnicze. Wszystko to pomaga rodzinie być bliżej siebie. A w dodatku zachodnie zasiłki dla  dzieci, . czy emerytura, która może stanowić  zabezpieczenie dla rodziny w przyszłości. Jakże to ważne, skoro wyliczenia dotyczące naszych polskich emerytur przyprawiają o bezsenność, a kto wie, co jeszcze po karuzeli wokół ZUS-u i OFE-e zaserwują nam nasi politycy. Tych czynników finansowych nie wolno przeceniać, ale nie wolno ich też nie niedoceniać. One także składają się na dobrostan rodziny, ba -stanowią tego dobrostanu ważny filar.   Stanisław Jałowiecki