Owoce z zatrutego drzewa

Co znaczą linie w  sporcie? Wiadomo – wyznaczają pole gry. Piłka spadnie poza linię - jest aut. Punkty dostaje druga strona. Oczywiście, że mogą być i są kontrowersje, czy rzeczywiście był aut. Jedni go widzą albo chcą widzieć, inni wręcz przeciwnie, ale zasada jest poza dyskusją – linia rozstrzyga o wszystkim.

W życiu pozasportowym niestety jest inaczej – często kwestionuje się samą zasadę. Szczególnie  drastycznie widać to w obszarze przestrzegania prawa.

Podsłuchy są generalnie (poza wyjątkami ustalonymi ściśle przez inne reguły prawa) nielegalne. Skoro nielegalne, to powinny być ścigane i karane także z mocy prawa, tak, jak każe inne przestępstwo. Kiedy zapytano ambasadora USA w Polsce, co sądzi o prywatnej opinii ówczesnego  ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego o Stanach Zjednoczonych, ten stwierdził jednoznacznie: nie będę komentować opinii, której nagranie zostało uzyskane w sposób nielegalny.

Polska jest jakaś inna. Nieważne, czy coś zostało zdobyte legalnie, czy nielegalnie, ważne, co zostało zdobyte – treść. Czy ma ona znaczenie polityczne? Obyczajowe? Czy można komuś w ten sposób dokopać? Ośmieszyć? Albo przedstawić skąd inąd  neutralną treść w kontekście, który ma „nam dać do zastanowienia”?

I rzecz dotyczy nie tylko środków masowego przekazu, ale znacznie gorzej, bo sądów, dla których coraz częściej nie mają znaczenia uchybienia na etapie zbierania dowodów, ale i uzyskiwanie tych „dowodów” w sposób absolutnie nielegalny.

Amerykańskie sądownictwo używa pojęcia „owoców z zatrutego drzewa”. Jeśli drzewo, czyli dowody są zbierane w sposób niezgodny z prawem, to i owoce, czyli wynik tej zbieraniny jest a priori nielegalny, zatem do kosza z nim. Polski kosz, gdyby taki stworzono, musiałby być niezwykle pojemny.

Stanisław Jałowiecki