Imigracja nielegalna

Kolejny szczyt Unii Europejskiej w sprawie imigracji za nami i jak zwykle bez znaczących rezultatów. Trudno ich się spodziewać, bo – jak powiedział unijny prezydent Donald Tusk – nic nowego w tej sprawie nie wymyślono, bo przecież gdyby wymyślono to by wprowadzono. To po co te szczyty i spotkania? Nie po to żeby myśleć?

Kwestie związane z  imigracją pełne są zresztą umysłowych łamańców. Np. imigracja nielegalna. To pojęcie prawne wymyślono (trzeba to jednoznacznie powiedzieć) dla obrony ludności państw bogatszych przed uboższymi, a nawet przed tymi, którzy np. w wyniku wojen, czy katastrof żywiołowych znajdują się w ekstremalnych warunkach życiowych. Owszem za przekonania polityczne, czy religijne można dostać azyl, ale za biedę, czy skrajne zachwianie poczucia bezpieczeństwa już nie. Bez „właściwych” poglądów politycznych można żyć, ale jak tu żyć bez chleba?

Biedni Włosi, którym na głowę spadł największy ciężar tej „nielegalnej” imigracji. Niedługo może zresztą czekać to i nas.

Co zrobić, żeby temu zjawisku nadać możliwie humanitarny wymiar? Po pierwsze zacząć wreszcie coś robić , nie zrażać się tym, że w Polsce  nie ma jednomyślności w tej sprawie. Przeciwnicy byli, są i będą.  Robić trzeba już, bo przecież wiadomo, czego trzeba tym obcym, którzy może już bardzo szybko staną się ważną częścią naszego społeczeństwa.