Co robią Niemcy?

Taki był tytuł rubryki w jednym z tygodników tzw. kulturalno-społecznych, rzecz jasna w czasach PRL-u. Tytuł niby neutralny, ale przecież chodziło o to, by śledzić, czy aby w tym kraju nie odżywa na nowo duch „Deutschland über alles.”

Autor tej rubryki miałby dzisiaj sporo kłopotów. Chcąc nie chcąc musiałby przecież napisać o tym, co stało np. z hasłem „ein Volk”, w sytuacji, kiedy do Niemiec zmierza niepowstrzymana lawina imigrantów i Niemcy, jak Ameryka stają się tyglem narodowościowym. Jedna trzecia mieszkańców tego kraju, to imigranci. I mimo, że zdarzają się podpalenia azylanckich domów, to jednak kierunek polityki niemieckiej jest w tym przypadku wyjątkowo konsekwentny.

A Polska? Polska mówi nie. Bo jest autonomiczna i solidarna tylko z tymi, którzy również mówią nie.

Inny przykład to rola Niemiec w Unii Europejskiej. Bez aktywnej polityki naszego zachodniego sąsiada organizacja ta już dawno by się rozleciała. Tymczasem trwa i ciągle udziela gigantycznego wsparcia finansowego także, a może przede wszystkim tym, którzy są „autonomiczni i solidarni”.

I nie zmienia to opinii o tym, że wszystko co niemieckie (poza Mercedesem) wydaje się podejrzane, a kanclerza Niemiec maluje się ze swastyką.  Wdzięczność łatwo przekształca się w nienawiść.