Emigracyjna dywidenda

Taki jest tytuł artykułu opublikowanego przez profesora Teda Widmera w International New York Times.

Pisze w nim, że od czasu uchwalenia tzw. Immigration and Nationality Act w 1965 roku, znacznie rozszerzającego możliwości emigracyjne do Stanów Zjednoczonych, osiedliło się tam 59 milionów ludzi, głównie z Azji. 

A oto garść liczb. Między rokiem 1990 a 2005 aż 25% najszybciej rosnących amerykańskich przedsiębiorstw było założonych przez osoby urodzone poza granicami USA.

Według spisu z 2010 roku ponad 50% obsługi technicznej w Dolinie Krzemowej to Amerykanie pochodzący z Azji (w czasie konferencji zorganizowanej przed kilku laty zapytany o to, czy nie obawiają się  inwazji chińskiej, amerykański dyplomata odpowiedział: my nie boimy się ich Chińczyków, niech oni obawiają się naszych.)

Nie ma chyba potrzeby, aby cytować informacje o immigrantach, którzy dosłownie ruszyli z posad amerykański program kosmiczny, wojskowy, o internecie już nie wspominając. Profesor Widmer pisze także o korzyściach dla amerykańskiego sportu, czy kuchni, która wcześniej była bardzo monotonna. W końcu  o zastrzykach energii, o którą została wzbogacona nie tylko gospodarka, ale i kultura i sztuka. I przekonuje, że imigracja się po prostu opłaca.