Co z tym kłopotem?

Ciągle mi brzmią w uszach słowa Arcybiskupa Nossola o negatywnych skutkach migracji zarobkowych do Niemiec, zwłaszcza tych, które bezpośrednio dotykają śląskie rodziny. Nie ma potrzeby, aby je tu wszystkie wymieniać; powstała na ten temat zresztą całkiem spora literatura. Komu nie chce się do niej sięgać, niech się przejedzie po opolskich pustych wioskach. Zobaczy świat bez mężczyzn –same amazonki w średnim i starszym wieku, bo młodsze też wyjeżdżają.

A jednak dzisiaj słowa Arcybiskupa zdają się nie mieć takiej wagi, jak kiedyś. Dlaczego?

Chyba przede wszystkim dlatego, że zjawisko przestało mieć regionalny charakter, stało się  nie tylko opolskie, ale polskie. Młodzi i starsi wjeżdżają do pracy do Wielkiej Brytanii, Holandii, Włoch, Skandynawii, a nawet na Maltę i Cypr. Przez to, że zjawisko spowszechniało to i relatywnie osłabło.

Także z innego powodu. Jeszcze bardziej uniwersalnego, bo składającego się na jeden z ważnych segmentów przemian cywilizacyjnych, a mającego destrukcyjny wpływ na rodzinę.  Weszło już w nawyk pytanie znajomych, którzy witają się po latach: „a Ty ciągle z ta samą żoną?” Twierdzę nawet pół żartem pół serio, że pamiątkowe medale za długoletnie pożycie małżeńskie powinny być wręczane już po dziesięciu latach…

Te przemiany cywilizacyjne mają przecież także wiele dobrych stron, np. w komunikacji: tanie rozmowy telefoniczne, cudowny wynalazek, jakim stał się skype, tanie bilety lotnicze. Wszystko to pomaga rodzinie być bliżej siebie. A w dodatku zachodnie zasiłki dla  dzieci, . czy emerytura, która może stanowić  zabezpieczenie dla rodziny w przyszłości. Jakże to ważne, skoro wyliczenia dotyczące naszych polskich emerytur przyprawiają o bezsenność, a kto wie, co jeszcze

po karuzeli wokół ZUS-u i OFE-e zaserwują nam nasi politycy. Tych czynników finansowych nie wolno przeceniać, ale nie wolno ich też nie niedoceniać. One także składają się na dobrostan rodziny, ba -stanowią tego dobrostanu ważny filar.

 

Stanisław Jałowiecki