Bundesliga nie kupuje gwiazd lecz je tworzy. Götze może rozbić bank

W ostatnich dniach świat sportu, a przede wszystkim futbolu zdominował transfer z FC Barcelony do Paris SG 25-letniego Brazylijczyka Neymara, który kosztował paryżan 222 mln euro! Suma ta zaszokowała nawet największych zwolenników płacenia dużych pieniędzy za piłkarzy, a włodarze Bayernu porównali ją z budową swojego stadionu Allianz Areny. Dodali jednak, że jeśli mieliby teraz wybierać między Neymarem, a stadionem, to wybraliby stadion.

W słowach tych jest niewątpliwie trochę żalu. Bawarczyków nie stać bowiem na sprowadzenie takich gwiazd i płacenia im do tego jeszcze kolosalnych pensji, choć ambicje mają podobne do Paris SG, FC Barcelony, czy Realu Madryt, stąd chyba powód porównania kupna Neymara z budową stadionu i podkreślanie, że kierują się inną filozofię budowy klubu. Negatywne komentarze po transferze Neymara nad Loarę płynę też ze strony bossów innych klubów Bundesligi, nawet tych bardzo zamożnych, co uważam za niepotrzebne, bo nie zmieni to w najbliższym okresie futbolowej rzeczywistości. A obecnie wygląda ona tak, że kluby typu Paris SG, czy Manchesteru City, które mają arabskich (szejków) właścicieli będą porażać ilością wydawanych pieniędzy na największe gwiazdy. Pytanie tylko,  czy w ten sposób zdołają wygrać upragnioną Ligę Mistrzów, a nawet krajowe rozgrywki? Miniony sezon pokazał, że kasa nie jest tego gwarantem i zarówno Paris SG, jak i Manchester City tej sztuki nie dokonały, nie okazały się nawet najlepsze na krajowych podwórkach.

Wysyp talentów

Niemieckie kluby natomiast powinny skupić się na tym, co najlepiej potrafią i o czym mówi cały piłkarski świata – w tworzeniu gwiazd i ich wynajdywaniu. W ostatnich latach pod tym względem obserwujemy w Niemczech wręcz wysyp talentów. Przykładów jest mnóstwo, jak Naby Keita, Emil Forsberg, czy Timo Werner z RB Leipzig, Serge Gnabry i Jeremy Toljan z TSG Hoffenheim, Julian Brand i Benjamin Henrchis z Bayeru 04 Leverkusen. Julian Weigl z Borussii Dortmund, Joshua Kimmich z Bayernu München, Antonio Rüdiger w FC Chelsea Londyn, itd., ale... Takim najbardziej głośnym obecnie jest francuski ofensywny rozgrywający Borussii Dortmund, Ousmane Dembele, za którego najpotężniejsze kluby w Europie oferują ponad 100 mln euro, ba... niektóre nawet 150 mln euro, bo uznawany jest za naturalnego następcę Neymara! Sporo, bo 50 mln euro kosztował reprezentant Niemiec Leroy Sane, który dzięki tej kwocie zamienił w ubiegłym roku FC Schalke 04 na Manchester City, gdzie wylądował też inny niemiecki gwiazdor Ilkay Gündogan. Za potężną kasę w Arsenalu Londyn znalazł się z kolei niemiecki mistrz świata, Mesut Özil i podobnie było w przypadku Toniego Kroosa w Realu Madryt, czy też Juliana Draxlera w Paris SG. Tu jednak rodzi się pytanie jaki niemiecki piłkarz może, bądź mógłby kosztować tak kolosalne pieniądze, jak Neymar? Na chwilę obecną wydaje się że jest ich dwóch, którzy talentem piłkarskim dorównują Brazylijczykowi, ale niestety zdrowie im nie na razie nie dopisuje. Mowa o Marco Reusie i Mario Götze z Borussii Dortmund. Niestety, zdrowie pierwszego jest wyjątkowo „szklane”, nie ma sezonu, by nie przytrafiałby mu się kontuzja eliminująca go na parę tygodni i dłużej z gry. A jeśli do tego dodamy fakt, że ma już na karku 28 lat, to trudno sądzić, że osiągnie cenę i pułap Neymara, a poza tym nadal się leczy. W tej sytuacji więcej nadziei wiąże się z 25-letnim mistrzem świata - Mario Götze (rówieśnik Neymara), zdobywcy „złotej bramki” dla Niemiec w finale ostatniego mundialu (2014 roku) w Brazylii.

„Super Mario” wraca do gry!

Problem w tym, że od tego momentu „złoty chłopiec” niemieckiej piłki zgasł, stracił formę. Do tego często był kontuzjowany lub chory w efekcie pozbył się go Bayern München, skąd wrócił do Borussii Dortmund, gdzie w minionym sezonie nie zachwycił. Głównym tego powodem była choroba, tym razem zaburzenie metaboliczne. W efekcie wielu ekspertów postawiło na Mario Götze krzyżyk. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że w tym sezonie znów będziemy zachwycać się grą tego zawodnika, który wraca do pełni sił i wysokiej formy, co prezentował już w meczach kontrolnych przed sezonem. To efekt skutecznej interwencji lekarzy i ciężkiej pracy pod okiem nowego trenera Borussii Dortmund, wyjątkowego speca, Holendra Petera Bosza. Dostrzegł to wyjątkowy autorytet trenerski Ottmar Hitzfeld, były szkoleniowiec Borussii Dortmund i Bayernu München, który powiedział: „Dla mnie Mario Götze, to jeden z najlepszych niemieckich piłkarzy, nie tylko minionych lat, ale wszech czasów! Gdy na boisku jest ktoś taki jak Mario Götze, to wiadomo, że coś się dzieje i w każdej chwili może się coś stać. To bardzo zdolny, a jednocześnie inteligentny piłkarz, który dostrzega to, czego nie widzą inni. Ponadto potrafi obsłużyć swoich kolegów podaniami, jak mało kto, a może nikt na świecie. Po prostu ma wszystko, co powinien mieć najlepszy piłkarz świata i jeśli tylko zdrowie mu dopisze takim będzie!”. Korzystając z okazji warto dodać, że Mario Götze w jednym z ostatnich meczów sparingowych, w którym Borussia Dortmund mierzyła się z włoską Atalantą Bergamo, otrzymał od trenera Petera Bosza opaskę kapitana zespołu. To dowód na to, że trener „czarno-żółtych” bardzo dużo obiecuje sobie po grze tego zawodnika, podobnie jak reprezentacja Niemiec i jej selekcjoner Joachim Löw, który jest wielkim fanem jego talentu, a także kibice BVB. Nie ulega też wątpliwości, że Mario Götze w najwyższej formie, może rozbić bank i stać się najdroższym niemieckim piłkarzem w historii, a może i świata. Czy wartym ponad 222 mln euro? Przy obecnym szaleństwie na transferowym rynku wykluczyć tego nie można, ale jeśli nawet będzie kosztować mniej, to przy 100 procentowej dyspozycji, umiejętnościami piłkarskimi w niczym nie powinien ustępować Neymarowi.

Krzysztof Świerc