Reklama
Reklama

Tradycyjna bankowość była wczoraj

Prędzej czy później stajemy przed zadaniem przelania pieniędzy za granicę lub z zagranicy, co może kosztować nawet 200 złotych. Na szczęście na rynku pojawiły się nowe konkurencyjne rozwiązania, gwarantujące te same usługi szybciej, wygodniej i przede wszystkim taniej. Mowa o serwisach internetowych.

Według danych GUS pod koniec roku 2017 za granicą przebywało ponad 2,5 milionów Polaków – większość z nich na terenie Europy. Polskich migrantów można spotkać przede wszystkim w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Holandii i Irlandii. Analizując dane dotyczące wysokość kwot przelewanych z zagranicy do Polski, można zauważyć, że najwięcej przelewów trafia do kraju z Norwegii. W tym wypadku przelewane sumy sięgają średnio 900 euro miesięcznie na klienta. Dalej na liście znajdują się przelewy z Wielkiej Brytanii (około 450 euro miesięcznie) oraz Niemiec (350 euro miesięcznie). Są to transakcje wykonywane regularnie. Z danych uzyskanych od TransferGo - firmy, która ze swoją propozycją wykonywania przelewów międzynarodowych weszła na rynek 6 lat temu - wynika, że pieniądze najczęściej trafiają na konta małżonków (41%), rachunki własne (26%), rodziców (23%) oraz dzieci (19%). Jak się okazuje, emigranci dostarczają pieniądze swoim bliskim w Polsce na różne sposoby. Podczas gdy 1 na 5 osób wciąż przekazuje gotówkę osobiście lub korzysta z usług banków, 58% decyduje się na przelew za pośrednictwem platformy internetowej.

Pewne jak w banku

Korzystanie z tradycyjnych metod przelewania pieniędzy wciąż ma swoich zwolenników, jednak w dobie rozwijających się technologii zaufanie do wirtualnego świata stale rośnie. Przyjrzyjmy się jednak wpierw mechanizmowi tradycyjnych przelewów transgranicznych, których dokonujemy za pośrednictwem banku.

Decydując się na przelew, nie bez znaczenia dla nadawcy jest czas jego wykonania, mieszczący się z reguły w przedziale 2-4 dni (na terenie Europy 1 dzień roboczy), co i tak jest dobrym osiągnięciem zważywszy na szereg warunków, od których jest uzależniony. Należą do nich między innymi waluty przelewu, kraj, w jakim przebywa nadawca, a w jakim odbiorca, świąt i dni wolnych od pracy obowiązujących w każdym z nich, godziny zlecenia przelewu, dokładności podanych danych oraz kontroli systemów zabezpieczeń wymaganych w celu przestrzegania przepisów dotyczących walut i przeciwdziałania praniu pieniędzy.

Jak dokładnie wygląda cały proces? Przelewy zagraniczne są realizowane przez banki za pomocą kont loro (prowadzonych w banku krajowym na rzecz banku zagranicznego) oraz nostro (rachunek otwarty banku krajowego w banku zagranicznym). Jeżeli ten sposób zawodzi, do akcji wkraczają banki korespondencyjne oraz wiadomości przesyłane przy pomocy sieci SWIFT. Ta ostatnia nazwa z pewnością nie jest obca osobom pracującym i przebywającym za granicą. Kod SWIFT, nazywany także kodem BIC (Business Identifier Code), to międzynarodowy kod banku. SWIFT to organizacja umożliwiająca bankom przesyłanie komunikatów finansowych. Jak można się domyśleć, przynależność do niej wymaga opłat ze strony banku. Należy pamiętać, że banki nie przekazują sobie gotówki, lecz informacje o należności, a ich przesyłanie w systemie komunikacji SWIFT kosztuje.

Transakcje walutowe prowadzone są za pomocą wspomnianych kont loro i nostro, co jest bardziej skomplikowane, niż na pierwszy rzut oka może się wydawać. Nie każdy bank posiada wspólne konto z innym bankiem zagranicznym w danej walucie. W tym momencie niebagatelną rolę odgrywają banki korespondenci, które posiadają konta w rzeczonej walucie. Takich korespondentów pomiędzy bankiem wyjściowym a docelowym może być kilka, zaś każdy z nich pobiera własne prowizje. Finalnie tymi kosztami nierzadko obciążany jest klient.

Dobra wiadomość jest taka, że w Europie utworzono przelew SEPA, umożliwiający przelew euro pomiędzy bankami bez udziału korespondentów i z mniejszymi opłatami. Za przelew SEPA, znany również jako przelew europejski, pobierana jest z reguły stała opłata w wysokości 5 zł.

Jak prezentują się koszty pozostałych przelewów transgranicznych? Mogą być one całkiem spore, a największe straty ponosi klient w momencie przewalutowania. Prowizje są naliczane przeważnie od kwoty przelewu. Dla przykładu w mBanku wynosi ona 0,35 % przelewanej sumy, w ING Banku Śląskim 0,25 % (min. 50 zł, max. 250 zł) i w PKO BP również 0,25 % (min. 30 zł, max. 210 zł). Niektóre banki ustalają prowizję stałą – np. Alior Bank 50 zł (30 zł od przelewu elektronicznego). W momencie, gdy ilość korespondentów wzrasta, przedkłada się to również na wysokość prowizji, która może sięgnąć nawet kilkadziesiąt procent przelewanej kwoty.

Krok do przodu

Takie rozwiązanie jest obecnie coraz mnie satysfakcjonujące, choć – jak mówią założyciele TransferGo – było znacznie gorzej. Idea powstania firmy wiąże się właśnie z negatywnymi doświadczeniami z przelewami transgranicznymi za pośrednictwem banków. Jednak obecnie nie trzeba korzystać tylko z ich usług. Na rynku pojawiła się opcja przekazów pieniężnych lub przelewów zagranicznych oferowanych przez małe prywatne firmy stosujące zryczałtowane prowizje.

Za Internetem przemawia na pewno szybkość. Tutaj do dyspozycji mamy kantory walutowe, płatności kartą lub specjalne serwisy transfery. Na polskim rynku funkcjonują m.in. TransferGo, CurrencyFair czy TransferWise. Jak to działa? Zapytaliśmy o to TransferGo, firmę, która została nominowana do nagrody „Najszybciej rozwijającego się startupu roku” na TechCrunch Europa Awards 2018 oraz zajęła miejsce na liście „Top 100 New Europe 2017” Financial Timesa. “Firma stosuje cyfrowy model biznesowy ,account-to-account’, co oznacza, że nie wysyłamy pieniędzy za granicę. Ponieważ transakcje nie przekraczają granic, jesteśmy w stanie robić to o 95% taniej i dużo szybciej niż tradycyjni gracze,” zapewnia Magnus Olby, Dyrektor ds. Marketingu TransferGo.

Firma jako pierwsza pośród innych fintechów wprowadziła w pełni darmowe przelewy międzynarodowe. Dodatkowe opłaty pobierane są tylko wtedy, gdy zależy nam, aby pieniądze dotarły na wskazany rachunek w przeciągu 30 minut, jednego dnia lub nazajutrz. Po założeniu konta w serwisie i ustaleniu, jaką sumę chcemy przelać i do kogo, pojawi się kilka opcji przelewu do wyboru. Obsługa strony oraz aplikacji jest bardzo prosta i intuicyjna, więc nie powinna przysporzyć problemów osobom, które nie są za pan brat z nowymi technologiami. Uzupełniamy dane odbiorcy i adresata, po czym wybieramy formę płatności i już wkrótce otrzymujemy informację, gdzie przelać pieniądze. Gotowe. Co ważne dla klientów, firma daje gwarancję kursu - mamy pewność, że pieniądze zostaną wymienione po kursie z dnia, w którym zleciliśmy przelew.

Darmowe przelewy to spory krok naprzód, otwierający przed konsumentami nowe możliwości i uwalniający ich od zmartwień o dodatkowe opłaty. Całkiem możliwe, że to w tym kierunku podążą w przyszłości usługi finansowe. To dopiero początek, ale warto przekonać się o atutach nowych rozwiązań na własnej skórze - mając oczywiście na uwadze bezpieczeństwo własnych środków finansowych.