X

VfL Wolfsburg od lat inwestuje miliony euro. Mizerny efekt wielkich pieniędzy

Po wicemistrzostwie Niemiec zdobytym dwa i pół roku temu, kierownictwo VfL Wolfsburg chciało ustabilizować pozycję tego klubu w czołówce Bundesligi i wydało na ten cel wielkie pieniądze. Jednak do górnej połówki tabeli od tamtego czasu popularne „Wilki” nawet się nie zbliżyły. Ba, na dobre stały się ligowym średniakiem, choć ilość zainwestowanych przez klub Volkswagena pieniędzy powinna, jak twierdzą eksperci zaowocować stałą obecnością w najbardziej prestiżowych rozgrywkach w Europie – Lidze Mistrzów.

Popularne „Wilki” sponsorowane przez potężny koncern samochodowy - Volkswagen od wielu lat należą do najzamożniejszych klubów nie tylko w niemieckiej Bundeslidze, ale na kontynencie europejskim. Co za tym idzie mają ambicje sięgające gry o najwyższe stawki zarówno w kraju, jak i na arenie międzynarodowej. Tak jednak nie jest i nie wydaje się, aby w najbliższym okresie ten stan rzeczy zmienił się na korzyść teamy z Dolnej Saksonii. Faktem jednak jest, że próby, ku temu żeby było lepiej zostały podjęte. Otóż VfL między innymi za prawie 47 milionów euro sprzedano reprezentanta Niemiec - Juliana Draxlera, za 36 milionów Szwajcara Ricarda Rodrigueza, a przy tym pozbyto się z klubu też zawodzących, a drogich w utrzymaniu - Bruno Henrique, Daniela Caligiuriego, Luiza Gustavo, Jannesa Horna, Vieirinhę, Diega Benaglio i innego kadrowicza Joachima Löwa - Mario Gomeza, który postanowił  opuścić Wolfsburg i wrócić do VfB Stuttgart, gdzie startował do wielkiej kariery.

VfL gra antyfutbol

Uzyskane za sprzedaży tych gwiazd środki natychmiast zainwestowano w dobrze rokujących zawodników, którzy mieli klubowi sprawić dużo radości i przynieść wymierne korzyści. Mowa o Yunusie Mallim, który wcześniej w barwach 1.FSV Mainz 05 był wyróżniającą się postacią, mowa także o Paulu-Georgesie Ntepie z francuskiego Stade Rennes, Riechedly'm Bazoerze, który wybijał się w holenderskim Ajaksie Amsterdam, 18-letnim błyskotliwym Nigeryjczyku - Victorze Osimhenie, Johnie Anthonym Brooksie, Ignacio Camacho, Nany Landry Dimate, Divocku Origi, Williamie, Marcelu Tisserandzie, Marvinie Stefaniaku, Paulu Verhaeghu, Kaylenie Hindsie, czy też Feliksie Uduokhaiu. Piłkarze ci kosztowali łącznie prawie sto milionów euro i tylko Bayern München oraz Borussia Dortmund wydały w tym okresie więcej pieniędzy od VfL Wolfsburg. Efekt? Pomimo takiego przetasowania i zainwestowania olbrzymich pieniędzy, VfL Wolfsburg kolejny sezon zawodzi. Nie pomogły też zmiany trenerów z Francuza Valeriena Ismaela na Holendra Andriesa Jonkera, a potem na Szwajcara – Martina Schmidta. Wynik jest taki, że nawet słynącym z cierpliwości kibicom „Wilków” pomału puszczają nerwy i pytają, po co i na co wydano tak olbrzymie pieniądze? Czyżby po to, aby walczyć kolejny sezon o utrzymanie się w niemieckiej ekstraklasie? Na razie wszystko na to wskazuje, choć faktem jest, że pod wodzą nowego szkoleniowca – Martina Schmidta „volkswageny” nie przegrywają już tak często, jak wcześniej, ale też nie wygrywają spotkań, bo wyspecjalizowały się w remisach. Dowodzi temu fakt, że w dopiero co zakończonej rundzie jesiennej bieżącego sezonu Bundesligi, VfL Wolfsburg w 17 potyczkach remisował aż 10-krotnie przy 4 porażkach i 3 remisach. Jest to wynik tego, że dolnosaksończycy grają antyfutbol, koncentrując się przede wszystkim na destrukcji, przeszkadzaniu w grze i „murowaniu” dostępu własnej bramki. A taki styl gry sprawia, że meczów ekipy Martina Schmidta nie chce się oglądać, stąd na spotkania z udziałem tego zespołu nie przychodzą tłumy ludzi, jak dzieje się w przypadku Borussii Dortmund, Bayenu München, FC Schalke 04, Borussii Mönchengladbach, Eintrachtu Frankfurt, VfB Stuttgart, RB Lepizig, czy nawet Bayeru 04 Leverkusen, którego stadion – BayArena może pomieścić podobną ilość kibiców, co Volkswagen-Arena.

Kolejny rok rozczarowań

Natomiast plusem gry VfL Wolfsburg jest to, że dość szybko potrafi przechodzić z obrony do ataku, mimo to zespół ten nie wykorzystuje tego w tym sezonie tak, jakby mógł. Tym bardziej, że kiedy rywal jest głęboko cofnięty, „Wilki” mają wielkie problemy, momentami są wręcz bezradne, po prostu nie potrafią konstruować ataku pozycyjnego, co perfekcyjnie opanowały w dzisiejszym futbolu takie zespoły, jak Bayern München, FC Barcelona, czy reprezentacje Niemiec i Hiszpanii. Dzieje się, tak pomimo że w kadrze VfL znajduje się wielu bardzo kreatywnych i doskonale wręcz wyszkolonych technicznie piłkarzy, jak choćby sprowadzony z FC Liverpool, Origi, czy też Didavi bądź Malli. Słabiutki obraz pierwszej części sezonu ligowego nad Renem w wykonaniu podopiecznych Marina Schmidta spuentowana została jeszcze gorszą końcówką rundy jesiennej. Otóż w trzech ostatnich potyczkach z HSV Hamburg, RB Leipzig i 1. FC Köln, „Wilki” zdobył tylko 2 pkt. Do tego, jako pierwsza drużyna w tym sezonie uległa zdecydowanie najsłabszej w Bundeslidze – ekipie z Köln! W tej sytuacji słowa krytyków słychać coraz głośniej, bo ich zdaniem klub, którego kasa jest bardzo zamożna, zdecydowanie popadł w przeciętność i to nie chwilową. Jest to rozczarowujące tym bardziej, że po wicemistrzostwie w 2015 roku, sądzono że VfL ustabilizuje swoją pozycję w czołówce niemieckiego futbolu i co roku reprezentować będzie Niemcy w europejskich pucharach, co najmniej w Lidze Europy. Tymczasem od dwóch lat „volkswageny” nawet nie zbliżył się do strefy pucharowej. Więcej, rok temu znalazły się w barażach o utrzymanie w niemieckiej ekstraklasie i po dramatycznych dwumeczu z Eintrachtem Braunschweig (derby Dolnej Saksonii) z ledwością uratowały się przed degradacja do 2.Bundesligi! A jak będzie z końcem bieżących rozgrywek? Biorąc pod uwagę, że w tym roku, oprócz zdecydowanie odstającego od konkurencji 1. FC Köln, nie ma na chwilę obecną zdecydowanych kandydatów do degradacji, to VfL Wolfsburg znów może walczyć o uniknięcie spadku, co ponownie może zakończyć się grą w barażach. A jest to o tyle niebezpieczne, że w tym roku zespoły walczące w niemieckiej drugiej lidze o awans do Bundesligi są jakościowe dużo lepsze, jak w roku w ubiegłym. Oznacza to, że zbliżająca się runda rewanżowa Bundesligi zapowiada się dla teamu z Wolfsburga gorąco i arcyciekawie.

 

Krzysztof Świerc