X

Gra dla Polski? Byłbym szczęśliwy

Z Mathiasem Wittkiem, byłym reprezentantem Niemiec do lat 17, 18 i 19, a obecnie piłkarzem beniaminka 2. Bundesligi 1.FC Heidenheim, który wyraził chęć gry w reprezentacji Polski, rozmawia Krzysztof Świerc

Z Mathiasem Wittkiem, byłym reprezentantem Niemiec do lat 17, 18 i 19, a obecnie piłkarzem beniaminka 2. Bundesligi 1.FC Heidenheim, który wyraził chęć gry w reprezentacji Polski, rozmawia Krzysztof Świerc

– Urodziłeś się 30 marca 1989 roku w Kędzierzynie-Koźlu na Górnym Śląsku, ale praktycznie całe dotychczasowe swoje życie spędziłeś w Niemczech, tam też zdobyłeś wykształcenie, jak do tego doszło?

– Kiedy skończyłem trzy miesiące, moi rodzice, którzy też urodzili się w Polsce, postanowili przenieść się do Niemiec i po krótkim namyśle ten plan zrealizowali i razem ze mną wyjechali do Augsburga. Tam też rozpocząłem swoją edukację, przedszkolną, a później szkolną, którą zakończyłem w München zaliczeniem szkoły średniej i matury.

 

– Ale związków z Górnym Śląskiem i Polską nie zerwałeś.

– Absolutnie nie. Zawsze, kiedy tylko mam możliwość i okazję, a zdarza się to średnio dwa, trzy razy w roku, odwiedzam Polskę. Głównym celem tych wizyt są spotkania z babcią i dziadkiem, a wręcz rytuałem stały się moje bożonarodzeniowe przyjazdy do Kędzierzyna-Koźla oraz podczas urlopów, a wcześniej wakacji. Tak trwa do dzisiaj, mimo że mam już 25 wiosen. To efekt tego, że nie zapominam o swoich korzeniach oraz miejscu, gdzie się urodziłem, i nie przeszkadza mi w tym fakt, że mam mnóstwo zajęć związanych z uprawianiem zawodowego futbolu.

 

– Pomimo młodego wieku mieszkałeś już w różnych miastach w Niemczech. Od czterech lat w Heidenheim, a wcześniej?

– Po opuszczeniu Kędzierzyna-Koźla osiadłem w Augsburgu, a następnie w München, gdzie mieszkałem z chwilą otrzymania oferty gry w TSV 1860, którego barw broniłem przez sześć lat. Po tym okresie opuściłem stolicę Bawarii i trafiłem do Ingolstadt, gdzie grałem dla miejscowej drużyny, obecnego lidera 2. Bundesligi, a stamtąd, jak wiesz, przeprowadziłem się do Heidenheim, gdzie założyłem rodzinę, kupiłem dom i czuję się znakomicie.

 

– Znakomicie mówisz po polsku! To bardzo zaskakujące, bo miałeś zaledwie trzy miesiące, gdy wyprowadziłeś się do Niemiec. Czemu i komu zawdzięczasz tak dobrą znajomość języka kraju urodzenia?

– Przede wszystkim temu, że w moim domu w Niemczech bardzo często rozmawiamy po polsku. W tym języku komunikuję się też, dzwoniąc do rodziny i znajomych w Polsce, a mam ich naprawdę bardzo wielu, dzięki czemu mam regularne treningi języka polskiego.

 

– To kim się czujesz? Praktycznie od bobasa mieszkasz w Niemczech i praktycznie wszystko temu krajowi zawdzięczasz, a jednocześnie bardzo ciepło wyrażasz się o Polsce. Ba, swoją polskość wręcz podkreślasz w kontaktach ze swoimi kolegami w Niemczech.

– Po równo czuję się Niemcem i Polakiem, także Górnoślązakiem. Jednak tu, w Niemczech, a zwłaszcza w drużynie, w której występuję, czyli 1.FC Heidenheim, przez moje pochodzenie, o którym wszyscy wiedzą, co w dużym stopniu sobie zawdzięczam, często jestem obiektem dowcipów.

 

– Konkretnie jakich?

– Przykładów jest mnóstwo, ale taki, który zdarza się najczęściej, to po meczu lub treningu pod prysznicem. Kiedy tylko zabraknie szamponu lub mydła, to moi koledzy żartują, że na pewno ukradł to Polak, czyli ja..., bo jestem jedynym piłkarzem w kadrze naszego teamu, który ma polskie pochodzenie i o tym głośno mówi. Oczywiście nie przejmuję się takimi uszczypliwościami i na swój sposób potrafię się rewanżować.

– Kiedy zainteresowałaś się piłką nożną?

 

– W wieku trzech lat, kiedy zacząłem grać z moim starszym bratem Michałem. Przyglądał się temu mój ojciec, który stał się też moim pierwszym trenerem, bo w tej właśnie roli pracował w małym klubie w Augsburgu. Tam z kolei dostrzegli mnie inni szkoleniowcy i doszli do wniosku, że mam talent. W ten sposób nakłonili mnie do regularnych treningów i to nawet ze starszymi chłopcami, a że szybko się rozwijałem i wyróżniałem również w starszym towarzystwie, zachęciło mnie to dalszej, jeszcze ostrzejszej pracy. Dzięki temu trafiłem do zawodowego futbolu na wysokim poziomie. Tak, tak, na wysokim poziomie, bo uważam, że 2.Bundesliga to naprawdę trudne i bardzo wymagające i wyczerpujące rozgrywki.

 

– Ale twoje ambicje na pewno sięgają gry na najwyższym szczeblu rozgrywkowym nad Renem, a może w Anglii lub Hiszpanii?

– Każdy chłopak, który rozpoczyna treningi i decyduje się poświęcić futbolowi, marzy o tym, aby grać w jak najlepszej lidze, na jak najwyższym szczeblu rozgrywkowym i w jak najlepszym zespole. Jednak praktyka weryfikuje marzenia i pokazuje, że jest to potwornie trudne, a co za tym idzie – z roku na rok wielu z piłkarzy zaniża swoje ambicje i marzenia. Ze mną było podobnie, zawsze chciałem grać w Bayernie, tym bardziej że mieszkałem blisko stolicy Bawarii, w Augsburgu, a przez pewien okres nawet w samym München. Dzisiaj jednak już na to nie liczę. Jestem realistą i wiem, że nigdy nie zagram w barwach tego zespołu, nie wystąpię też w Realu Madryt, który również nie byłby złą opcją (śmiech).

 

– Na pewno? Masz dopiero 25 lat, Tom Starke, rezerwowy bramkarz Bayernu, stał się zawodnikiem tego zespołu w wieku 31 lat, a więc można zrealizować swoje marzenia nawet w późniejszym wieku.

– Owszem, ale nie jest to regułą, uważam wręcz, że przypadek Tomasa Starke to wyjątek. Proszę jednak nie zrozumieć mnie źle, osobiście niczego nie żałuję! Wręcz pragnę w tym miejscu podkreślić, że jestem bardzo szczęśliwy i cieszę się, że mogę występować w 2. Bundeslidze dla 1.FC Heidenheim. Moje zadowolenie wynika z faktu, że zdążyłem już wyrobić sobie tutaj markę, czuję, że trener i zespół mnie potrzebują, kibice mnie znają i cenią, a do tego bardzo mi się w Heidenheim podoba.

 

– To w takim razie jakie masz marzenia związane z bieżącym sezonem?

– Moim celem było i jest pomóc mojej drużynie – 1.FC Heidenheim – pozostać w 2. Bundeslidze. Marzę także o tym, abyśmy w każdym meczu udowadniali, że jesteśmy dobrym, solidnym zespołem, trudnym do ogrania przez najmocniejsze zespoły w lidze, takim, który nie boi się i nie klęka przed faworyzowanymi drużynami.

– Jednak tabela 2. Bundesligi pokazuje, że macie zupełnie realne szanse włączenia się do walki o awans do Bundesligi! Podejmiecie to wyzwanie?

 

– Zarówno przed rozpoczęciem bieżącego sezonu, jak i obecnie naszym nadrzędnym celem było i jest pozostanie w 2. Bundeslidze, bo wiemy, jak trudno jest awansować na ten szczebel rozgrywek z III ligi. Dlatego myślimy i mówimy wyłącznie o pozostaniu na zapleczu niemieckiej ekstraklasy. Cieszę się, że w pierwszej części sezonu zdobyliśmy tak dużo punktów, bo to pozwala nam teraz bardziej wierzyć, że wytyczony cel jesteśmy w stanie osiągnąć. Jeśli tak się stanie, będziemy bardzo szczęśliwi, a co przyniesie czas i przyszłość – zobaczymy.

 

– Komu kibicowałeś, oglądając mecz Polska – Niemcy w ramach eliminacji do piłkarskich mistrzostw Europy?

– Zawsze kiedy zasiadam do oglądania jakiegoś spotkania, to życzę sobie, by było ono interesujące i emocjonujące, a dopiero w trakcie oglądania meczu moje serce zaczyna bić w którąś stronę. I tak też było w wypadku konfrontacji Polski z Niemcami. W trakcie oglądania tego pojedynku zacząłem doceniać polski zespół, a wręcz go podziwiać za wolę walki i poświęcenie, które doprowadziło podopiecznych Adama Nawałki do zwycięstwa. Bardzo mi się to podobało i imponowało, bo na tzw. papierze Niemcy mieli w swoim składzie zdecydowanie więcej piłkarzy klasy światowej, mimo to nie potrafili wygrać z ambicją i poświęceniem polskich zawodników, którzy znakomicie w tym meczu funkcjonowali jako zespół. Kiedy coś takiego widzę, a nie jestem zdecydowany, któremu zespołowi kibicować, to wówczas kwestia sympatii i tego, komu życzę wygranej, staje się dla mnie prosta i łatwa, i tak było w tym wypadku.

 

– Zadeklarowałeś też chęć gry w reprezentacji Polski, nie jest to decyzja zbyt pochopna?

– To nie jest decyzja pochopna! Ja wręcz marzę o występach w tym zespole i zagram w nim, jeśli zainteresowanie moją osobą wyrazi selekcjoner polskiej kadry narodowej Adam Nawałka oraz włodarze Polskiego Związku Piłki Nożnej. Gdyby tak się stało, byłbym bardzo szczęśliwy i na pewno dałbym z siebie wszystko, by tylko wypaść jak najkorzystniej i być rzeczywistym wzmocnieniem polskiego zespołu.

 

– Czy w związku z taką deklaracją ktoś z Polskiego Związku Piłki Nożnej kontaktował się już z tobą?

Owszem – pan Tomasz Rybicki, koordynator skautingu na Niemcy z ramienia Polskiego Związku Piłki Nożnej, który specjalnie przyjechał na mecz mojego 1.FC Heidenheim z FSV Frankfurt, po którym usiedliśmy do rozmów i parę kwestii przedyskutowaliśmy. Między innym jasno mu powiedziałem, że chcę i zawsze chciałem grać dla Polski, tylko nie było okazji. Jaki jednak będzie ostateczny efekt, nie jestem w stanie dzisiaj powiedzieć. Sądzę, że wiele będzie zależało od mojej formy, jaką zaprezentuję w rundzie wiosennej 2. Bundesligi, podczas której będę obserwowany przez wysłanników PZPN. Jeśli będę w wysokiej formie, a wszystko uczynię, by tak było, to być może zdołam przekonać do siebie i zostanę reprezentantem Polski.

 

– A nie obawiasz się, że podzielisz los Sebastiana Boenischa, Eugena Polańskiego, Adama Matuszczyka, Damiena Perquisa, Ludovica Obraniaka i kilku innych piłkarzy, którzy wychowali się poza Polską i w momencie niepowodzenia „biało-czerwonych”, w tym na Euro 2012, zostali obwinieni niemal o całe zło polskiego futbolu. Ba, nazwani zostali przez jednego ze znanych ekspertów piłkarskich w Polsce, Jana Tomaszewskiego, „śmieciarką Smudy”, bo to Franciszek Smuda był wówczas selekcjonerem kadry narodowej.

– Nie boję się, bo wierzę swojej intuicji i w to, że naprawdę mogę się przydać polskiej reprezentacji, a nie być zawodnikiem, który blokuje miejsce innemu piłkarzowi. Poza tym, jeśli podejmuję jakąś decyzję, to jestem przygotowany na wszelkie konsekwencje z tym związane, w tym także na krytykę. Dlatego jeszcze raz podkreślam – jeśli otrzymałbym szanse gry w polskich barwach, to zrobiłbym absolutnie wszystko, żeby ją wykorzystać.

 

– Jak na twoją decyzję zapatrują się rodzice, bliscy i koledzy? Nie mówią ci, że może warto poczekać, popracować i znaleźć się w seniorskiej kadrze Niemiec – mistrzów świata? A więc pójść drogą, jaką na razie kroczy twój imiennik – Matthias Ostrzolek, piłkarz Hamburgera SV. On też, mając polskie korzenie, kuszony był i być może nadal jest przez PZPN.

– Ja nie kieruję się decyzjami innych piłkarzy, lecz swoimi przekonaniami i własną intuicją. Poza tym cała moja rodzina, zarówno w Niemczech, jak i w Polsce, a także moi znajomi, przyjaciele popierają i wspierają mnie w podjętej decyzji, czyli chęci gry w reprezentacji Polski, co jeszcze bardziej mnie umacnia w moim zamiarze. Dlatego jeśli taką szansę otrzymam, to na pewno z niej skorzystam i zrobię wszystko, aby ją wykorzystać i na dłużej stać się częścią polskiego zespołu.

– No i byłaby szansa gry w jednej formacji z Łukaszem Piszczkiem, piłkarzem Borussii Dortmund i filarem linii defensywnej polskiej reprezentacji. Wiem, że tego zawodnika wysoko cenisz.

 

– I to bardzo, choć dortmundczycy obecnie grają poniżej oczekiwań i możliwości. Sądzę jednak, że Borussii zacznie dopisywać więcej szczęścia, niektórzy piłkarze odzyskają dawną formę, a dzięki temu Łukasz Piszczek znów będzie pokazywać się ze swej najlepszej strony, jak rok czy dwa lata temu, kiedy należał do najlepszych piłkarzy świata na swojej pozycji. Łukasz Piszczek jest moim zdaniem znakomicie wyszkolony technicznie, szybki, zdecydowany, inteligentny, skuteczny nie tylko w grze defensywnej, ale i ofensywnej, kiedy jednak cały zespół prezentuje się słabiej, jemu też trudniej jest zaprezentować pełnię swoich umiejętności, przez co w pierwszej części bieżącego sezonu nie błyszczał tak, jakby mógł. Mam jednak nadzieję, że druga część sezonu zrekompensuje mu rundę jesienną

 

– Znasz Roberta Lewandowskiego, największą gwiazdę polskiej reprezentacji, jej nowego kapitana i napastnika Bayernu München. Czy twoim zdaniem „Lewy” to rzeczywiście jeden z najlepszych napastników świata, jak mówi się o nim w Polsce?

– Nie mam wątpliwości, że tak jest. Miałem zresztą możliwość przekonania się o tym na własnej skórze, kiedy jeszcze Robert Lewandowski występował w Lechu Poznań, a ja w TSV 1860 München. Nasze zespoły rozegrały w tym okresie kontrolny mecz podczas obozu przygotowawczego w Austrii i już wtedy się przekonałem, jak znakomitym jest napastnikiem. A dzisiaj? Sądzę, że jest jeszcze lepszy i w moim rankingu należy do pierwszej piątki najlepszych snajperów na świecie!

 

– Twój ulubiony klub w Niemczech, w Europie, w Polsce?

– W Niemczech i Europie – Bayern. W Polsce najbardziej sympatyzuję z Ruchem Zdzieszowice, którego mecze już wielokrotnie oglądałem, kiedy byłem w odwiedzinach u mojej babci i dziadka

 

– Jak odebrałeś fakt, że Manuel Neuer nie został ostatecznie wybrany na piłkarza roku 2014?

– Cóż, to jest plebiscyt i wszystko zdarzyć się może, ale prawdą jest, że Cristiano Ronaldo i Lionel Messi już wcześniej sięgali po ten tytuł, stąd uważałem, że tym razem Manuelowi Neuerowi on się należał. Tym bardziej że w minionym roku z reprezentacją Niemiec sięgnął po tytuł mistrza świata. I właśnie ten fakt powinien być decydujący o uznaniu Manuela Neuera za numer jeden 2014 roku.