Seniorka pojechała na komisariat, aby wyjaśnić sprawę. Miała przy sobie paragon oraz wyciąg z konta. Jak twierdzi, dokumenty nie zostały jednak uwzględnione przez funkcjonariuszki.
70-latka została wezwana na polską policję
Silke, której prawdziwe nazwisko jest znane redakcji, znalazła w skrzynce pocztowej oficjalne pismo z Polski. Policja z Chojny wezwała ją na komisariat w charakterze świadka w sprawie wykroczenia.
Kobieta nie wiedziała, czego dotyczy sprawa. Jej synowa, która mówi po polsku, skontaktowała się wcześniej z policją. Wtedy seniorka dowiedziała się, że właściciel stacji benzynowej zgłosił ją w związku z podejrzeniem niezapłacenia za paliwo.
Silke nie zaprzeczała, że tankowała na tej stacji. Twierdziła jednak, że za paliwo zapłaciła i miała na to dowody.
Do Chojny pojechała ponownie wraz z byłą koleżanką ze studiów. Na miejscu przyjęły ją dwie policjantki oraz tłumacz.
Jak relacjonuje 70-latka, funkcjonariuszki wyjaśniły jej, że zatankowała przy dystrybutorze nr 3, ale zapłaciła kwotę przypisaną do dystrybutora nr 4. Właśnie dlatego wszczęto wobec niej postępowanie.
Nagranie potwierdziło tylko, gdzie tankowała
Początkowo Silke nie była szczególnie zaniepokojona. Miała przy sobie paragon z tankowania oraz wyciąg bankowy. Liczyła również na to, że sprawę wyjaśni monitoring stacji.
Według jej relacji nagranie rzeczywiście potwierdziło, że korzystała z dystrybutora nr 3. Nie pozwoliło jednak ustalić, za które paliwo dokładnie zapłaciła.
Seniorka twierdzi, że policjantki nie były zainteresowane przedstawionymi przez nią dokumentami.
Problem polegał na tym, że nie była w stanie jednoznacznie udowodnić, iż zapłacona przez nią kwota dotyczyła właśnie tankowania przy dystrybutorze nr 3.
Miała zapłacić 80 euro za paliwo i 25 euro kary
Jak relacjonuje kobieta, funkcjonariuszki zaproponowały jej rozwiązanie sprawy bez kierowania jej do sądu.
Miała przelać 80 euro na rzecz właściciela stacji oraz 25 euro kary. Pieniądze miała wpłacić w znajdującym się naprzeciwko urzędzie pocztowym.
Seniorkę zaniepokoiło jednak zachowanie funkcjonariuszek. Szczególnie podejrzane wydało jej się stwierdzenie: „Oni już wiedzą”.
Kobieta twierdzi również, że tego samego dnia na komisariat wezwano kilku innych Niemców, którzy mieli mieć problemy z płatnościami na tej samej stacji. Wśród nich miał być również mieszkaniec Prenzlau.
„Dla mnie to wyłudzanie i pachnie oszustwem” – relacjonuje 70-latka.
Według jej relacji nie zaproponowano jej zapłaty wyłącznie ewentualnej różnicy wynikającej z pomyłki. Ostatecznie miała więc zapłacić równowartość dwóch tankowań oraz karę.
Seniorka ostrzega innych kierowców
Po całym zdarzeniu Silke ponownie pojechała na tę samą stację. Tym razem postanowiła dokładnie dokumentować cały proces tankowania i płatności.
Jej zdaniem kierowcy powinni zwracać szczególną uwagę na numery dystrybutorów.
„Porównujcie cenę i kwotę przy dystrybutorze z kwotą na paragonie” – apeluje.
Jak zauważa, na polskich paragonach ze stacji nie ma numeru dystrybutora, co w przypadku ewentualnej pomyłki może utrudniać późniejsze ustalenie, za które tankowanie zapłacono.
Do Polski przyciągnęły ją ceny paliwa
Powodem wizyty na polskiej stacji były przede wszystkim niższe ceny paliwa.
Seniorka wcześniej nie należała do osób, które regularnie jeżdżą z Niemiec do Polski tylko po to, aby zatankować. Na pomysł wpadła podczas załatwiania sprawunków w Schwedt. Przy okazji zdecydowała się pojechać dalej, do oddalonej o ponad 80 kilometrów Chojny.
Z czasem różnica cenowa zaczęła się jednak zmniejszać.
„Za pierwszym razem zapłaciłam jeszcze 1,86 euro za litr, przy ostatniej wizycie było to już 2,06 euro” – mówi kobieta.
Jej zdaniem przy takich cenach specjalna podróż do Polski przestaje być opłacalna.
Policja w Niemczech nie zna podobnych przypadków
O sprawę zapytano również policję w Brandenburgii.
Roland Kamenz, kierownik biura prasowego Polizeidirektion Ost, przekazał, że niemiecka policja nie zna podobnych przypadków. Jednocześnie zaznaczył, że osoby, które uważają, że mogły paść ofiarą podobnego zdarzenia, mogą skontaktować się z policją.
Historia 70-letniej mieszkanki Boitzenburga pozostaje więc przede wszystkim jej relacją dotyczącą konkretnego sporu na polskiej stacji. Kobieta sama przyznaje, że po czasie patrzy na całą sytuację z większym dystansem.
Jak mówi, najbardziej obawiało ją, że odmowa zapłaty mogłaby doprowadzić do dalszego postępowania i problemów podczas kolejnego wjazdu do Polski. Jej zdaniem ewentualny proces i koszty prawnika mogłyby ostatecznie okazać się znacznie droższe niż uregulowanie żądanej kwoty.
Źródło: nordkurier
Foto: Magnific



