„Nie czuję się bezpiecznie jako kobieta”
Największe poruszenie wywołały słowa Melissy dotyczące bezpieczeństwa kobiet w Austrii. Zapytana o to, czy czuje się bezpiecznie nocą w takich miastach jak Wiedeń, Graz czy Linz, odpowiedziała bez ogródek: „Boję się i uważam, że to smutne, że we własnym kraju trzeba się bać. Jako kobieta nie czuję się bezpiecznie sama”.
Wypowiedź szybko wywołała dyskusję w austriackich mediach i mediach społecznościowych.
Jasne stanowisko w sprawie języka inkluzywnego
W trakcie rozmowy pojawił się także temat języka inkluzywnego i tzw. genderowania. Melissa Naschenweng jasno przedstawiła swoje stanowisko. „Mimo że często rezygnuję z genderowania, a właściwie zawsze, nadal czuję się tak samo wartościowa. Czasami sama się w tym gubię i nie wiem już, czy to jeszcze jest poprawne gramatycznie”.
Wokalistka odniosła się również do wcześniejszej debaty wokół Andreasa Gabaliera i wykonania hymnu Austrii bez słów „ojczyzna wielkich córek”. Jak podkreśliła: „Nigdy nie uważałam tego za coś złego. Zaśpiewał to po prostu tak, jak się nauczył. Nie czuję się przez to dyskryminowana jako kobieta”.
Ukryty pobyt w szpitalu
Jeszcze większym zaskoczeniem okazały się kulisy początku kariery Melissy. Artystka przyznała, że przez lata funkcjonowała w skrajnym przeciążeniu. Grała nawet 180 koncertów rocznie, niemal nie spała, źle się odżywiała i żyła w ciągłym stresie.
W pewnym momencie trafiła do szpitala. „W końcu, kiedy byłam w szpitalu, pomyślałam sobie: tak dalej być nie może”. To doświadczenie miało być dla niej momentem przełomowym. Jak podkreśliła, dopiero wtedy nauczyła się bardziej dbać o siebie i odpoczynek.
Wspominając tamten okres, Melissa powiedziała: „Ta droga była szalona. Chwilami to było piekło”. Dodała również: „Kiedy myślę o tym, przez co przeszliśmy, do dziś oblewa mnie pot”.
„Jestem od tego uzależniona”
Mimo ogromnego zmęczenia i presji Melissa Naschenweng przyznała, że trudno jej żyć bez sceny i koncertów. Kilka dni wolnego w domu okazuje się dla niej trudne do wytrzymania: „Trzy dni w domu i mam już dosyć”.
Artystka zdobyła się także na osobiste wyznanie dotyczące własnych obaw: „Może to też jest strach: że nikt już się mną nie interesuje? Że nikomu nie jestem potrzebna?”. Dlatego – jak mówi – potrzebuje sceny i kontaktu z publicznością: „Jestem od tego tak uzależniona”.
Wysoka cena popularności
Wokalistka podkreśliła, że sława ma swoją wysoką cenę. Jak zaznaczyła, nie chodzi wyłącznie o pieniądze czy sukces. „Dla samych pieniędzy ta cena byłaby dla mnie zdecydowanie za wysoka. Za każdą sceniczną postacią kryje się człowiek z lękami, wątpliwościami i czasami samotnością. Ludzie widzą tylko światła sceny i blask, ale za tym stoi ciągła presja”.
Tak szczere wypowiedzi ze strony Melissy Naschenweng należą do rzadkości. Wizerunek uśmiechniętej „alpejskiej Barbie” kontrastuje z obrazem kobiety, która – jak sama przyznaje – zmaga się z lękiem, niepewnością i samotnością tak jak wielu innych ludzi.
Źródło: heute
Zdjęcie: instagram / melissa_naschenweng
