Swoimi doświadczeniami podzielił się Michał Ćwieląg, Polak mieszkający w Niemczech i twórca kanałów „Życie w Niemczech” oraz „Górska Adrenalina”. Oktoberfest odwiedził w 2023 roku. Jak przyznaje, impreza zrobiła na nim ogromne wrażenie, ale nie wszystkie jej elementy przypadły mu do gustu.
Oktoberfest robi wrażenie już na ulicach
Atmosfera Oktoberfestu zaczyna się jeszcze przed wejściem na teren festiwalu. Monachium przez czas trwania imprezy wypełniają osoby ubrane w tradycyjne bawarskie stroje.
Dla odwiedzających z zagranicy to jeden z najbardziej charakterystycznych elementów wydarzenia. Michał Ćwieląg zwrócił uwagę również na pracę obsługi.
Kelnerki przemieszczają się między stołami, niosąc jednocześnie wiele ciężkich kufli piwa. Dla osoby, która widzi to po raz pierwszy, jest to dość niezwykły widok.
Jednocześnie atmosfera w namiotach szybko się zmienia wraz z upływem dnia.
Im później, tym więcej alkoholu
Według relacji Polaka Oktoberfest trudno oddzielić od alkoholu. Część uczestników pojawia się w namiotach rano i pozostaje tam aż do ich zamknięcia.
Po kilku godzinach w środku pojawiają się tysiące osób, które są mniej lub bardziej pod wpływem alkoholu. Niektórzy wchodzą na stoły i zaczynają tańczyć.
– Tłum jest niesamowity, piwo się rozlewa, powstaje naprawdę nieopisany chaos – relacjonuje Michał Ćwieląg.
To właśnie różnica między kolorowymi obrazkami z Oktoberfestu a rzeczywistością miała być dla niego jednym z największych zaskoczeń.
Widok w toalecie może zaskoczyć
Najbardziej nietypowe wspomnienia z festiwalu nie dotyczą jednak scen przy stołach.
Polak opowiada przede wszystkim o męskich toaletach. Jak relacjonuje, zamiast tradycyjnych kabin znajduje się tam między innymi długa wspólna rynna pełniąca funkcję pisuaru.
– Wspólny pisuar w postaci 20-metrowej rynny, do której sika jednocześnie 100 facetów – mówi.
Jak dodaje, w wodzie znajdowały się różne przedmioty i śmieci. Wśród nich miał zauważyć nawet klucze.
Dla uczestnika, który zna Oktoberfest głównie z reklamowych zdjęć, taki widok może być sporym zderzeniem z rzeczywistością.
Najpierw trzeba wygrać walkę o stolik
Na Oktoberfest nie wystarczy wejść do namiotu, żeby od razu usiąść, zamówić jedzenie i piwo.
W największych namiotach znajdują się tysiące miejsc, ale liczba chętnych jest ogromna. Osoby stojące nie mogą po prostu podejść do baru i zamówić wszystkiego tak jak w zwykłym lokalu.
Dlatego walka o miejsce przy stole zaczyna się jeszcze przed otwarciem.
– Wiele osób ustawia się przy bramkach już kilka godzin wcześniej, by zająć miejsce dla siebie i przyjaciół – opowiada Michał.
Później pozostaje czekać, aż ktoś zwolni miejsce. Problem polega na tym, że uczestnicy często spędzają w namiotach wiele godzin.
Ćwieląg porównuje tę sytuację do polowania na leżaki przy hotelowym basenie podczas wakacji all inclusive.
Litrowy kufel kosztuje już ponad 16 euro
Oktoberfest może mocno uderzyć także po kieszeni.
W tym roku cena litrowego kufla przekroczyła 16 euro, czyli około 70 zł. Dla porównania w niemieckich dyskontach podczas promocji można kupić skrzynkę zawierającą 20 półlitrowych butelek piwa za około 10 euro.
Oznacza to, że litr piwa kupionego w sklepie może kosztować mniej niż euro, podczas gdy na festiwalu trzeba zapłacić ponad 16 razy więcej.
Wysokie ceny nie zniechęcają jednak odwiedzających. Festiwal przyciąga ogromne tłumy, a jego atmosfera zaczyna być widoczna również w okolicznych dzielnicach.
Monachium żyje Oktoberfestem
Ulice w pobliżu festiwalu zapełniają się grupami ludzi zmierzających w stronę wydarzenia. Widać charakterystyczne stroje, a przed niektórymi lokalnymi sklepami pojawiają się stoliki.
Dla uczestników oznacza to dodatkowe miejsca, w których można zatrzymać się przed wejściem na teren Oktoberfestu.
Zdaniem Michała Ćwieląga okolice imprezy przypominają momentami atmosferę poprzedzającą duże wydarzenie sportowe.
Polak: Warto pojechać, ale niekoniecznie na długo
Mimo wszystkich minusów Michał Ćwieląg nie żałuje swojej wizyty.
– Bardzo chciałem tego doświadczyć i cieszę się, że pojechałem na Oktoberfest – przyznaje.
Nie planuje jednak kolejnego wyjazdu do Monachium specjalnie na tę imprezę. Jeśli ktoś z Polski pyta go, czy warto zobaczyć Oktoberfest, proponuje raczej jednodniową wizytę.
Jego zdaniem znacznie lepszym pomysłem może być połączenie festiwalu ze zwiedzaniem Bawarii.
Oktoberfest jako początek podróży po Bawarii
Region oferuje znacznie więcej niż sam Monachium i festiwal piwa. W pobliżu znajdują się Alpy, jeziora, zabytkowe miejscowości i zamki.
Wśród miejsc, które warto odwiedzić, Polak wymienia między innymi okolice Kufstein, a także znane alpejskie miejscowości, takie jak Garmisch-Partenkirchen. Jedną z największych atrakcji jest również zamek Neuschwanstein.
Miłośnicy samochodów mogą z kolei wybrać się do Ingolstadt. To właśnie tam znajduje się fabryka Audi oraz muzeum marki.
Michał Ćwieląg zwraca uwagę, że w Niemczech odbywają się również mniejsze festiwale piwne. Są one zwykle bardziej lokalne i spokojniejsze niż Oktoberfest. Częściej koncentrują się na wspólnym jedzeniu i biesiadowaniu.
Dla osób, które chcą zobaczyć bawarską tradycję, ale nie przepadają za ogromnymi tłumami, mogą być ciekawą alternatywą.
Oktoberfest pozostaje jednak wydarzeniem, którego trudno pomylić z jakąkolwiek inną imprezą. Nawet jeśli rzeczywistość okazuje się znacznie mniej uporządkowana niż na folderach turystycznych, właśnie ten ogrom, tłum i charakterystyczna atmosfera sprawiają, że co roku przyciąga on rzesze odwiedzających.
Źródło: wp
Foto: Screenshot/YouTube – Michał Ćwieląg



