Jedno jest pewne: cyberatak będzie dla stolicy Niemiec bardzo kosztowny.
Według informacji „Bilda” Berlin będzie musiał w najbliższych latach zainwestować ponad 100 milionów euro. Eksperci uważają, że w wielu urzędach konieczne będzie stworzenie praktycznie nowej infrastruktury sieciowej.
Potrzebne będą również nowe urządzenia, a w niektórych starych budynkach administracji trzeba będzie poprowadzić nowe przewody.
Tylko na natychmiastowe działania mające zabezpieczyć sieć administracji potrzeba kilkudziesięciu milionów euro.
Problem jest tym większy, że u centralnego dostawcy usług informatycznych ITDZ już teraz istnieją zaległości inwestycyjne sięgające około 40 milionów euro.
Nie wiadomo również, czy mieszkańcy, pracownicy lub przedsiębiorstwa, których dane zostały opublikowane, będą domagać się odszkodowań.
Berlin zabezpiecza ważne obiekty
Co najmniej do piątku funkcjonariusze LKA, BKA, Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji oraz specjaliści IT pracujący dla senatu Berlina będą pobierać opublikowane dane do zabezpieczonych systemów i je analizować.
Ze względu na możliwość występowania wśród nich zmanipulowanych lub zainfekowanych plików analiza odbywa się w szczególnie odizolowanym środowisku.
Do opanowania kryzysu utworzono dwie specjalne struktury organizacyjne. Jedna działa przy LKA, druga przy senacie Berlina. Współpracują w nich śledczy, specjaliści informatyki śledczej oraz eksperci z zaatakowanych instytucji.
Teraz trzeba ustalić, jakie dane osobowe i informacje istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa zostały wykradzione.
Szczególnie poważne byłoby ujawnienie informacji dotyczących infrastruktury krytycznej (KRITIS) lub planów działania na wypadek sytuacji kryzysowych. Dopóki nie wiadomo, czy takie dane trafiły w ręce hakerów, Berlin prewencyjnie zwiększa ochronę najważniejszych obiektów.
Wyciek mógł objąć również dane pracowników, informacje dotyczące przedsiębiorstw oraz plany budynków.
Jak administracja reaguje na cyberatak?
Według informacji „Bilda” skradziono między innymi dane dotyczące zezwoleń na parkowanie dla mieszkańców, które posiadają pracownicy i agenci Wojskowej Służby Kontrwywiadu (MAD).
Trzeba również sprawdzić, którzy pracownicy zatrudnieni w szczególnie wrażliwych obszarach powinni zmienić numery telefonów lub inne dane kontaktowe.
Jednym z najtrudniejszych zadań jest znalezienie potencjalnie niebezpiecznych powiązań między informacjami. Eksperci analizują, czy połączenie danych z planów awaryjnych, łańcuchów alarmowych, numerów rejestracyjnych, planów budynków, miejsc zamieszkania czy akt personalnych może stworzyć zagrożenie dla konkretnych osób lub obiektów.
Bezpośrednio po ataku wszystkie hasła musiały zostać zmienione. Od tego czasu obowiązują hasła składające się z 16 znaków.
LKA i senat Berlina kupiły również dodatkowy sprzęt umożliwiający bezpieczną analizę wykradzionych danych.
Do pomocy zaangażowano także amerykańską firmę zajmującą się cyberbezpieczeństwem CrowdStrike. Jej oprogramowanie ma pomóc w odnalezieniu śladów ataku, wykryciu luk w zabezpieczeniach oraz identyfikowaniu kolejnych prób włamania. Początkowo kilka urzędów dzielnicowych sprzeciwiało się instalacji tego oprogramowania.
Berlin ma ogromną infrastrukturę IT
Skala problemu jest ogromna. Berlińska administracja zarządza około 13 tys. systemów informatycznych i 140 tys. urządzeń końcowych.
Zdaniem ekspertów Federalnego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Informacji (BSI) cyberatak zmusza stolicę Niemiec do przeprowadzenia fundamentalnej modernizacji infrastruktury informatycznej.
Największym problemem pozostaje jednak brak wiedzy o tym, jakie dokładnie dane zostały wykradzione i jakie zagrożenia mogą wynikać z ich publikacji.
Źródło: bild
Foto: Magnific



